Basic

 
Status związku: to skomplikowane
Chcę grać z: kobiety, mężczyźni
Szukam: przyjaźni, rozrywki
Znak zodiaku: waga
Urodziny: 1918-10-04
Rejestracja: 2013-04-08
"HOMO HOMIN LUPUS" Przyznaj się do wilczej krwi w swojej duszy i ujarzmij ją....
Punkty212Więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 788
Ostatnia gra
Yatzy

Yatzy

Yatzy
1 godzin temu

Pani w złocistej sukni

2018-09-21       

W myśli własne zasłuchana

Idzie przez park piękna pani

W złocistej sukni rozkołysaniu

We włosów swych rozwianiu

                Przed kościołem staje za gośćmi

                Składającymi życzenia młodej parze

                Zastyga na moment w bezruchu

                Otwiera szerzej wewnętrzne oko

                Twarze nowożeńców kierują się ku niej

                Ich spojrzenia pełne są zrozumienia

                Słyszą w sobie to

                Co dla innych niesłyszalne

                Przyjmują przekazywane impulsy dobra

                Umieszczają je w swoim wnętrzu

                Odczuwają szczęście

                Choć nie będą pamiętać

                Ta chwila utkwi w ich podświadomości

                Zaowocuje

Piękna pani odchodzi śpiesznie

Do innych potrzebujących

W złocistej sukni rozkołysaniu

We włosów swych rozwianiu....



Przepis na nową jesień

2018-09-17       

Ptaki lecące na południe,

Muzyką, na skrzydłach graną,

Żegnają się z latem najcudniej.

Patrząc na nie, przepis tworzę,

Na nowej jesieni przetrwanie.

                Więc może:

Czterdzieści siedem złocistych liści,

Trzy kiście czerwonej jarzębiny,

Lśniących kasztanów dziesięć garści,

Mgnień słońca przez obłoki - trzydzieści,

Trochę blasku księżyca zmiennego,

Mgły nieco i wiatru powiewu,

Osiem litrów deszczu szumiącego.

                Wszystko przyprawić szczyptą zadumy.

                Wymieszać.

Nad pięknem świata zachwycenie,

Tan z wiatrem, pełen uniesień,

W srebrze księżyca zanurzenie,

Cud-kolorów podziwianie

-To najprostszy sposób na jesień....


Trójkąt równoboczny ;-)

2018-09-11       

Dzień w dzień, w tramwaju cię spotykałam,

Gdy, jak zwykle, do pracy jechałam.

Były uśmiechy, spojrzenia przeciągłe,

A raz, w tłoku, otarłeś się o mnie.

W końcu, nareszcie się odważyłeś,

Na kawę z ciastkiem mnie zaprosiłeś.

I, jak to bywa, coś zaiskrzyło,

-Wymyśliliśmy sobie miłość.

                Tego samego dnia, Egonie,

                Wylądowaliśmy w twym mieszkaniu.

                Odtąd, z zapałem, zaczęliśmy grzeszyć;

                Co noc, do rana, sobą się cieszyć.

                Raz tylko ciebie zapytałam,

               ( Bo mnóstwo kosmetyków widziałam):

                -Gdzie twoja żona, powiedz przecie?

                Ach, Zośka nocami sprząta w markecie.

Wasze fotki nieraz oglądałam;

Dlatego od razu ją poznałam,

Gdy z taxi wysiadała, z rana.

Trochę była jakby zawiana,

Ale zadbana i modnie ubrana.

Nie wyglądała wcale na panią,

Która się trudzi sklepu sprzątaniem.

A za dni kilka, pod drzwiami domu,

Czule żegnała się z grubaśnym panem.

                Już ryknąć chciałam tej kobiecie:

                -Uprawiasz zawód najstarszy w świecie!

                I nawet do głowy ci nie przyjdzie,

                Że twój ślubny mnie przed chwilą .... w windzie!

                Lecz zadumałam się odrobinkę:

                A może ja do niej podobna krztynkę?

                I czy my dwie i wspólny nasz Egon,

                Nie tworzymy trójkąta równobocznego?

 


Łza zakryta płaszczem

2018-09-04       

Kiedyś

Pełna wewnętrznej radości

Rozdawałam innym

Czego im brakowało

                Smutnym

                - Uśmiech i pociechę

                Wątpiącym

                - Uśmiech i optymizm

                Potrzebującym

                - Duchowe wsparcie i serce

Teraz ja

Pragnę słońca

Ciepła i bliskości

Człowieczej   

                Dlatego

                Szukam wiary w sens bycia

                W twarzach mijanych osób

                - Chwytam tylko obojętne spojrzenia

                I zniechęcona odwracam głowę

  Ja

- Łza szczelnie zakryta płaszczem uśmiechu....               


              


Inna już by odeszła

2018-08-31       

Inna już by odeszła

Po ciągłych oddaleniach i powrotach

                Machnęłaby ręką

                Na twoje słowa

                -Że już nigdy

                Że już tylko z nią

Inna już by odeszła

A ona nie - czeka

                Czeka na kolejny przypływ

                Pozwala unosić się falom

                -Byle bliżej brzegu

                -Byle bliżej twojego ciała

Inna już by odeszła

Ona z przypływem który nadszedł

                Zbliża się do ciebie

                Leżącego na piasku

                Delikatnie zdejmuje malutkie muszelki

                Z kącików twych ust

Inna już by odeszła

                A ona pochyla się nad tobą

                Piękna w swym bezwstydzie

                I półprzezroczysta od moknięcia w wodzie

                Wodzi ci po podbrzuszu

                Słonymi koniuszkami nabrzmiałych piersi

                - Przyciągasz ją łapczywie

Wtedy ona 

Modli się do swojego boga

Aby następny odpływ

Nastąpił za tysiąc lat...


Zanim znów rozdzieli nas ocean

2018-08-28       

Będąc dziećmi bawiliśmy się tylko we dwoje

Wystarczaliśmy sobie całkowicie

Ty byłeś dla mnie półbogiem

Ja zaś twoja księżniczką

                Już nieco starsi podkochiwaliśmy się w sobie

                Mówiłeś - żyć bez ciebie nie umiem

                A niedługo tańczyłam na twoim weselu

                Dusząc w sobie spazm rozpaczy

Teraz daleko za oceanem

Zarabiasz na nowy dom i auto

Na wakacje dla żony i syna

Na łatwiejsze przyjemniejsze życie


                Zostałam z naszym dzieckiem

                Pracuję czasem się bawię maluję nadal obrazy

                Poznałam i odrzuciłam kilku mężczyzn

                Jak umiem łatam swe poharatane życie

Wiemy o sobie prawie wszystko

Rozmawiamy codziennie przez telefon

/Właściwie jesteś w tym telefonie/

Śmiejemy się i żartujemy

                Teraz po latach

                Umówiliśmy się pod Wawelem

Dziwna jest pierwsza chwila

Naszego spotkania ze sobą

Stoimy naprzeciwko siebie

Speszeni jak dzieci

                Oboje z nagła rozebrani do gołego uśmiechu

                I równie gołej prawdy o sobie

                Do tej pory chronieni odległością

                A tu nagle przez moment sobą zażenowani

Jednak powoli nakładamy na siebie

Promyki radości, czułości i ciepła

Wzajemnie ocieramy sobie z czoła

Ostatnie kropelki lęku

                Radość wraca i śmiejemy się z ulgą

                Bo dobre i piękne jest nasze spotkanie

                Choć wiemy - krótko potrwa

                Więc przytul mnie jak kiedyś i zabierz do hoteliku

                 - Tam przypomnimy sobie i odnowimy naszą miłość

                Zanim znów rozdzieli nas ocean....





               

No Kuba, zrozumże to! /poprawione/

2018-08-25       

We wtorek stąd wyszedłeś,                                                       /podsłuchane w piętrowym pociągu relacji Wejherowo - Lębork/                 

Tak po południu.

Czemu mi to zrobiłeś?!

Było nam cudnie...

                Powyżerałam wszystko z lodówki,

                Wysuszyłam, co było w barku;

                Pozbyłam się ostatniej złotówki.

              No Kuba, zrozumże!

                -Nic tu już nie chodzi,

                Jak w szwajcarskim zegarku!

                Do wspólnych znajomków dzwoniłam,

                Nikt niczego o tobie nie wie.

                Trzy razy samotnie się upiłam.

              No Kuba, zrozumże!

                -Myślałam, że podziała.

                I raz jeszcze, z przyjaciółką Ewą.

                Wielokrotnie wiersze przeczytałam,

                Które napisałam dla ciebie dawniej.

                Fotki twoje także obejrzałam.

              No Kuba, zrozumże!

                To pomoże, myślałam,

                Ty się zjawisz i będzie znów ładnie.

Leżę, gapiąc się w sufit,

Serce me wyje.

Może, do cholery, wrócisz

I znów ożyję....

  No Kuba, zrozumże to!!!



Kuba, zrozumże to!

2018-08-23       

                /mimowolnie podsłuchane w piętrowym pociągu relacji Wejherowo - Lębork/

We wtorek stąd wyszedłeś,

Tak po południu.

Dlaczego to zrobiłeś?

Było nam cudnie.

                Powyjadałam wszystko z lodówki,

                Wysuszyłam, co było w barku;

                Pozbyłam się ostatniej złotówki.

                Kuba, zrozumże!

                -Nic tu już nie chodzi,

                Jak w szwajcarskim zegarku.

                Do wspólnych znajomych dzwoniłam,

                Nikt niczego o tobie nie wie.

                Trzy razy samotnie się upiłam,

                Kuba, zrozumże!

                -To czasami działa.

                I raz jeszcze, z przyjaciółką Ewą.

                Wielokrotnie wiersze przeczytałam,

                Które napisałam dla ciebie dawniej.

                Fotki twoje także obejrzałam.

                Kuba, zrozumże!

                -To pomoże, myślałam.

                Ty się zjawisz i będzie znów ładnie.

Leżę, gapiąc się w sufit,

Serce mi bije

Nadzieją, że tu wrócisz

I znów ożyję.

                No Kuba, zrozumże to!!




Mieszka we mnie

2018-08-14       

Mieszka we mnie melodia

Splątanych rzek

Uderzających dźwięcznie

O ostre kamienie na dnie

                Mieszka we mnie śpiew

                Ptaków o brzasku

                I cichy świszczący szept

                Tataraku nad wodą

Mieszka we mnie łagodność

-Gładzi włoski małych dzieci

A póżniej wtula mnie

W oczekujące ramiona

                Mieszka we mnie pragnienie

                Ciągłych pocałunków

                Iskra rozpalająca

                W tobie płomień

Mieszka we mnie tęsknota

Nie dająca spokoju

Rozpacz przemijania

                Mieszka we mnie kobieta....



Nie będę mówiła

2018-08-07       

Wrócę. Ty spytasz, miły:

-Jak ci w Bieszczadach było?

A powiedzieć trudno.

-Wiesz, sporo wędrowałam,

Wiele piękna widziałam

I nie było nudno.

                Nad Soliną wciąż wzgórza,

                Raz nawet była burza,

                Echo głos złamało;

                W niebo modlitwami,

                Dachy cerkwi drewnianych

                Głośno uderzały.

Nie wspomnę, jak o świcie,

Wymykałam się skrycie,

Do pnia przywierałam.

Śledząc różnozielenie,

Błysk słońca na kamieniu,

Cała zamierałam.

                Mapą był ciek strumyka;

                Spod stóp wciąż mi umykał,

                Gdy szłam na spotkanie,

                By dać duszom słyszalnym

                Zakapiorów pradawnych,

                Swe uszanowanie.

Tkwiąca w powietrzu siła

Żywych myśli, wzmocniła

Wiarę w sens i głębię;

Już oddycham inaczej.

Ale o tym raczej,

Mówiła nie będę....



              

Strony: 6