nicola555

 
Rejestracja: 2008-08-05
Chce nieść Twoje usta,chcę widzieć Twe oczy,chcę czuć Twoje serce i dotykać włosy,chcę trzymać Twą rękę i iść aż do słońca...
Punkty196więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 4

W słoneczny dzień myśli cień


Na granicy jestem
Jestem a może już nie
Bezsilność, lęk
Mroczny świat,karetki jęk
Kolejna dziś ...strach
A świat wiosną pachnie
Krzyczy żyj
Zagadką dusza
Rzucona dla wypelnienieCzłowieka
Czasem piękna ,ulotna
Jak róża pachnąca I śpiew słowika
Ale też czarna jak noc 
Bez treści,bez jednego wyrazu
Chora...
We własnym ciele brak miejsca

Bezsilność,rozkładają ręce

Nie starcza siły
Smutek...
Przymknięte oczy 
Nigdy bezczynność nie była w cenie
Każdy to widział
Dziś biel szpitalnych łóżek
Ból i płacz
Nieme błaganie i pytanie
 Człowiek powinien żyć dotąd
 Kiedy nie musi być zależny od nikogo
Czarne myśli...nie mam dla kogo żyć
A kiedy cisza nastanie
To będzie moje pożegnanie


Wielki Tydzień


W ciszę otulone ołtarze
 Znicze bladym cieniem się odbijają
Jakże inna ta Wielkanoc...kolejna
Schody życia Twoja droga
Adoracja ,cisza i ogrom myśli
Rozbita dusza,pragnienie spokoju
Nie utrzymam łez jak nazwać to zło?
Golgoto dzisiejsza  gwoździe zardzewiałe
Giną dzieci bestialsko mordowane
Klęczę tu przed Twoim grobem
Panie tylko jedno mogę
Całym swoim sercem modlę się
Do Ciebie,bo Ty wszystko możesz
Zatrzymaj to zło ześlij spokój
Spraw by człowiek był Czlowiekiem


Okropne słowo


W najczarniejszych snach
Nie myślałam
Słowo WOJNA,usłyszałam
 Jeszcze zaspana ...nie
Nie to sen chyba..bo
Alarm się odzywa
Z filmików o drugiej wojnie
 Go słyszałam...ale obecnie?
Panie Boże to naprawdę 
Się dzieje...płoną domy
Dzieci płaczą,zabici cywile
Jak zawsze Ci najsłabsi cierpią
Serce krwawi,łzy płyną
Ale bunt się rodzi
Gdzie jesteś,,bohaterze?
Przez szatana opętany
Oby świat naszykował
Ci kajdany
I wieczny ogień  niech trawi
Za niewinne dzieci
Za domy popalone 
Za strach i łzy
Historia policzy Ci


Od Z do...


Po zakamarkach miasta
Cienie przebiegają
Na pomnikach gołębie
Zasypiają
A wieczorem w swoich domach
Parawan rozkładamy
Odcięci od miasta
Herbata i jakieś ciastka
Ze ścian spoglądają obrazy
Takie bez wyrazu
Choć nie potrafią milczeć
Niech zostaną
Cisza ubrana w tęsknotę
I w oku łza
Tak to ta cisza
Która wrzuca nas
W samotność co noc
A nieraz i za dnia
Słowa ze zmęczenia
Mrużą oczy
Słyszę samolot ,startuje
Jak wtedy, wyjechałeś
Na krótko miało być
Zostałeś
Spoglądam na Twój koc
Ten w zebrę
Jeszcze niedawno 
Cię nim okrywałam
A za oknem wiatr
Gołą gałęzią puka w szybę
Na tych parkowych ścieżkach 
Zostały wspomnienia


Na stacji

Na stacji bez nazwy
Czekam od rana
Pociąg odjechał
Kiedy następny?
Rozkładu brak
Jakiś bunt
Nie chcę już 
Żadnych słów
Ludzie bez serca
Zimni jak głaz
I puste krzesło obok
Nikt już nie daje rady
Za rokiem rok
Bez litości czas
A w lustrze 
Czyja to twarz?
Wolność mówią
Kto ją zna?
Zamknięci ludzie
Wśród czterech ścian
Pandemia trwa
I ciągły strach
A pociągu 
Ciągle brak