nicola555

 
Rejestracja: 2008-08-05
Chce nieść Twoje usta,chcę widzieć Twe oczy,chcę czuć Twoje serce i dotykać włosy,chcę trzymać Twą rękę i iść aż do słońca...
Punkty66więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 134

Wielki Tydzień


W ciszę otulone ołtarze
 Znicze bladym cieniem się odbijają
Jakże inna ta Wielkanoc...kolejna
Schody życia Twoja droga
Adoracja ,cisza i ogrom myśli
Rozbita dusza,pragnienie spokoju
Nie utrzymam łez jak nazwać to zło?
Golgoto dzisiejsza  gwoździe zardzewiałe
Giną dzieci bestialsko mordowane
Klęczę tu przed Twoim grobem
Panie tylko jedno mogę
Całym swoim sercem modlę się
Do Ciebie,bo Ty wszystko możesz
Zatrzymaj to zło ześlij spokój
Spraw by człowiek był Czlowiekiem


Okropne słowo


W najczarniejszych snach
Nie myślałam
Słowo WOJNA,usłyszałam
 Jeszcze zaspana ...nie
Nie to sen chyba..bo
Alarm się odzywa
Z filmików o drugiej wojnie
 Go słyszałam...ale obecnie?
Panie Boże to naprawdę 
Się dzieje...płoną domy
Dzieci płaczą,zabici cywile
Jak zawsze Ci najsłabsi cierpią
Serce krwawi,łzy płyną
Ale bunt się rodzi
Gdzie jesteś,,bohaterze?
Przez szatana opętany
Oby świat naszykował
Ci kajdany
I wieczny ogień  niech trawi
Za niewinne dzieci
Za domy popalone 
Za strach i łzy
Historia policzy Ci


Od Z do...


Po zakamarkach miasta
Cienie przebiegają
Na pomnikach gołębie
Zasypiają
A wieczorem w swoich domach
Parawan rozkładamy
Odcięci od miasta
Herbata i jakieś ciastka
Ze ścian spoglądają obrazy
Takie bez wyrazu
Choć nie potrafią milczeć
Niech zostaną
Cisza ubrana w tęsknotę
I w oku łza
Tak to ta cisza
Która wrzuca nas
W samotność co noc
A nieraz i za dnia
Słowa ze zmęczenia
Mrużą oczy
Słyszę samolot ,startuje
Jak wtedy, wyjechałeś
Na krótko miało być
Zostałeś
Spoglądam na Twój koc
Ten w zebrę
Jeszcze niedawno 
Cię nim okrywałam
A za oknem wiatr
Gołą gałęzią puka w szybę
Na tych parkowych ścieżkach 
Zostały wspomnienia


Na stacji

Na stacji bez nazwy
Czekam od rana
Pociąg odjechał
Kiedy następny?
Rozkładu brak
Jakiś bunt
Nie chcę już 
Żadnych słów
Ludzie bez serca
Zimni jak głaz
I puste krzesło obok
Nikt już nie daje rady
Za rokiem rok
Bez litości czas
A w lustrze 
Czyja to twarz?
Wolność mówią
Kto ją zna?
Zamknięci ludzie
Wśród czterech ścian
Pandemia trwa
I ciągły strach
A pociągu 
Ciągle brak


Tamta książka

Tyle książek w regale stało
Jakoś do mnie to nie przemawiało
Nie raz w życiu tak bywa 
Coś w środku się odzywa
Wyciągasz rękę
Niby od niechcenia
I wszystko się zmienia
Pamiętam przecież te rozmowy 
Przy kuchennym stole
Z moim profesorem kochanym
Pisarzem był dobrze znanym
Trudne to było pisanie
Eseista tak ma... cóż
Nie każdy je zna
Właśnie wtedy wznowione było 
Wydanie książki pod 
Zmienionym tytułem
Lecz to nie tytul przyciągnął wzrok
Obwoluta która zmuszała
Do zatrzymania
Do przemyślenia
Do zastanawiania
Cmentarna brama 
I rozkopana mogiła
I dwie łopaty wbite 
W ta rozkopaną ziemię
Ciarki przebiegły po placach
Jakiś strach ale i ciekawość
Czytałam całą noc 
Zafascynowana
O tak prawda szczera
Zwolnić w życiu trzeba
Znaleźć czas na zatrzymanie
 Na zobaczenie człowieka 
Zauważyć prawa natury
Dać szczęście drugiemu
A nie tylko pieniądz
Pieniądz...
Bo tak szczerze do czego
Tak pędzimy?
Do tej rozkopanej mogiły?
Cieszmy się z tego że
Ona jeszcze nie zasypana więc
Mamy czas by zastanowić się