Agent_Centrali_Rybnej

Status związku: to skomplikowane
Interesują mnie: kobiety, mężczyźni
Szukam: przyjaźni, randki, związku, rozrywki
Znak zodiaku: lew
Urodziny: 1982-08-18
Rejestracja: 2016-10-26
Kiedy rybkę sobie zjecie, wnet się lepiej poczujecie!
Punkty165Więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 35
Ostatnia gra
Kanasta

Kanasta

Kanasta
58 minut temu

Sekret zdrowego życia 2018-01-14

W prywatnych wiadomościach pytacie mnie co robię że mam taką ładną cerę oraz jak to się dzieje że żyję tak dynamicznie i znajduję na wszystko energię. Otóż nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, jest to bardziej indywidualna sprawa. Jak już kiedyś pisałem mam 163 cm wzrostu oraz około 79 kg wagi, która nieznacznie się zwiększa lub zmniejsza w zależności od pory roku. Czyli można powiedzieć że jestem takim dość konkretnym byczkiem. Odpowiadając na wasze pytanie stwierdziłem, że napiszę wam moje tygodniowe menu i być może ktoś z was sobie coś wybierze lub też komuś pomogę w ten sposób. Zacznijmy więc:
  • Poniedziałek:
  • śniadanie: jajecznica z 4 jaj z szynką, chleb, kawa
  • obiad: grochówka wojskowa, 2 piwa
  • podwieczorek: 3 pączki
  • kolacja: chleb z wątrobianką, kiszony ogórek, 4 piwa
  • Wtorek:
  • śniadanie: chleb ze smalcem i skwarkami, kawa
  • obiad: zupa koperkowa na śmietanie 36%, 6 naleśników z dżemem truskawkowym, butelka wina
  • podwieczorek: budyń waniliowy
  • kolacja: wędzona makrela, chleb, 100 ml wódki
  • Środa:
  • śniadanie: 3 białe kiełbasy z chrzanem, piwo
  • obiad: fasolka po bretońsku z kiełbasą, 2 piwa
  • podwieczorek: 2 rurki z kremem
  • kolacja: chleb ze smalcem i skwarkami, 4 piwa
  • Czwartek:
  • śniadanie: 3 jaja na miękko, chleb, kawa
  • obiad: kapuśniak na żeberkach lub świńskim ryju, piwo
  • podwieczorek: ciastko "Ptyś"
  • kolacja: chleb z salcesonem ozorkowym, 3 piwa
  • Piątek:
  • śniadanie: 3 kiełbasy śląskie gotowane, chleb, piwo
  • obiad: flądra z patelni na smalcu, frytki, 200 ml wódki
  • podwieczorek: kisiel truskawkowy, butelka wina
  • kolacja: kaszanka z cebulą, chleb, 6 piw
  • Sobota:
  • śniadanie: piwo, litr wody
  • obiad: flaki, bułka, 200 ml wódki
  • podwieczorek: 200 g chipsów, 6 piw
  • kolacja: bigos, chleb, 6 piw
  • Niedziela:
  • śniadanie: piwo, 2 litry wody
  • obiad: kotlet schabowy, ziemniaki, kiszona kapusta, kompot
  • podwieczorek: 4 pączki
  • kolacja: śledź w oleju, chleb, 100 ml wódki
Jak sami widzicie to moje sprawdzone, tradycyjne menu. Ja szczerze mówiąc nie lubię zmian, lubię wiedzieć co będę jeść dlatego moje menu z małymi wyjątkami jest praktycznie niezmienne. Mama wie co lubimy i robi nam właśnie takie dania. Co do ilości chleba i zup ważne jest żeby najeść się do syta. To jest właśnie recepta mojego zdrowego życia. Bardzo będę się cieszył jeśli komuś pomogę. PS: bardzo ważne oraz zalecane jest systematyczne wypróżnianie się raz lub najlepiej dwa razy dziennie.

Komentarze: 45  |  Odsłony: 540

Stany mistyczne po spożyciu białoruskiego spirytusu bez akcyzy 2018-01-07

Witajcie w nowym roku. Na wstępie napiszę, że 2018 rok u mnie rozpoczął się bardzo ciekawie. Spędzałem go z kolegą i z jego kolegą z Białorusi. Plan był taki żeby szybko się zaprawić i wyjść na miasto około godziny 23.00 obejrzeć fajerwerki, pobawić się i pooglądać dziewczyny. Zapowiadało się ciekawie gdyż ów kolega posiadał bardzo dużą ilość alkoholu. To był jakiś białoruski spirytus bez akcyzy w plastikowych butelkach. No więc popiliśmy dość sporo tego specyfiku i zrobiło się bardzo sympatycznie. Ja w sumie wypiłem około pół litra tego spirytusu, nawet nie śmierdział jakoś strasznie. Wyszliśmy na miasto tak jak ustaliliśmy i już dalej niewiele pamiętam. Chyba po chwili urwał mi się film. Nie wiem co się później ze mną działo fizycznie lecz w świadomości doznałem jakby to powiedzieć stanów mistycznych. Widziałem, że otworzył się przede mną taki biały tunel skierowany w górę. Nagle tunel ten wessał mnie i obserwowałem świat z wysokości aż gdzieś w chmurach. Można powiedzieć, że połączyłem się z Bogiem. Widziałem ludzi i jakieś sanktuarium maryjne gdzieś w ciepłym kraju. Zaobserwowałem dziwną sytuację, mianowicie papież Franciszek smarował narty Kamila Stocha gumą arabską. Wtedy byłem zdziwiony tą sytuacją a teraz wiem, że był to znak zbliżającego się zwycięstwa. Widziałem wiele takich sytuacji, rozmawiałem nawet z świętym Piotrem i przyznam, że było to przyjemne uczucie, które mogłoby trwać wiecznie. Widziałem też część swojego życia w urywkach. Nie wiem jak długo to trwało ale wydawało się jak kilka lat. Gdy otworzyłem oczy był już wieczór 1 stycznia. Ja byłem bardzo skacowany a obok mnie na sali leżało około 8 delikwentów. Okazało się, że obudziłem się na izbie wytrzeźwień w Koszalinie. Miałem też szyty podbródek ale tego już nie pamiętam. Po wydaniu moich rzeczy osobistych okazało się że nie mam butów ani pieniędzy. Poszedłem więc na boso na dworzec kolejowy w Koszalinie i pojechałem bez biletu do domu do Kołobrzegu. Można powiedzieć, że ogólnie sylwester był udany lecz bardzo drogi. Z tego co się dowiedziałem za tę przyjemność przebywania w tym hotelu będę musiał zapłacić 300 zł. Jednak przeżycie takich stanów mistycznych było warte każdej ceny.
Komentarze: 68  |  Odsłony: 743

Wypadek przy stole wigilijnym 2017-12-27

Skończyły się święta, przed nami końcówka roku a ja chciałbym podzielić się z wami moimi przeżyciami wigilijnymi. W tym roku święta obchodziłem u rodziny na wsi. Jak zwykle zebrało się nas sporo i gdy zaświeciła się pierwsza gwiazdka na niebie wszyscy przystąpiliśmy do spożywania wieczerzy wigilijnej. Ja jak zwykle w wigilię bywa jadłem bez umiaru choć co rok sobie wmawiam, że muszę opamiętać się z tym jedzeniem lecz pokusa spożywania tych przysmaków jest silniejsza ode mnie. Problem w tym, że u mojej rodziny nie ma kanalizacji, jest tylko drewniany wychodek na podwórku. Ja co prawda nie chciałem iść się wypróżnić tylko strasznie zachciało mi się pierdzieć. Ponieważ pogoda nie sprzyjała wyjściu na zewnątrz ja cały czas siedziałem przy stole i wstrzymywałem te pierdnięcia. Stwierdziłem, że wytrzymam z tym problemem do końca imprezy. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że pod koniec imprezy naszła mnie ochota na drugi kawałek karpia. Zjadłem kilka kęsów i było w porządku lecz przy kolejnym stanęła mi ość w gardle. Zakrztusiłem się nią i w tym samym czasie niekontrolowanie, kumulacyjnie się spierdziałem. Poczułem ciepło i lepkość oraz przeszywający ból. Widząc te cierpienie syna, moja mama zadzwoniła po karetkę. Udałem się więc w wigilię wieczorem do szpitala. Miałem tam wyciąganą tę ość, która stanęła mi w gardle oraz dodatkowo okazało się, że przy pierdnięciu popękały mi hemoroidy z którymi miałem już wcześniej niewielkie problemy. Dlatego poczułem ten straszny ból. Przy okazji miałem zrobiony zabieg usuwania hemoroidów i zostałem wypisany ze szpitala dopiero dzisiaj rano. To co mogę napisać to to, że tyłek cały czas nieznośnie piecze. Lekarz powiedział mi żebym nie jadł ostrych potraw i żebym uważał na mokre pierdnięcia po zabiegu. Teraz jestem już w domu, święta miałem nieciekawe ale cieszę się że już po wszystkim oraz z prezentu. Dostałem bardzo fajny trymer do usuwania włosów w nosie i uszach który na pewno mi się przyda.

Komentarze: 50  |  Odsłony: 880

Zaczerwienienie woreczka mosznowego 2017-12-17

Witam. Niedawno u siebie zauważyłem dosyć wstydliwy problem. Jest to takie jakby zaczerwienienie na woreczku mosznowym. Zignorowałem to jednak od wczoraj przy dotyku delikatnie piecze i boli. Kolor mojego woreczka wygląda już jak wiśnia, taka jeszcze niedojrzała. Dzisiaj przy rannym oddawaniu moczu poczułem drażniące mrowienie w tętnicy nasieniowodu oraz w tętnicy dźwigacza jądra. Muszę przyznać że trochę mnie zmartwił ten fakt ponieważ nigdy wcześniej nic podobnego mi się nie przytrafiło. Poczytałem o tym w internecie i dowiedziałem się, że po 35 roku życia u mężczyzn występują choroby jak prostata itp. Ja właśnie w tym roku skończyłem 35 lat więc mogłoby się zgadzać, co niezmiernie mnie martwi. Badając przyrodzenie dłonią w łazience stwierdziłem również, że jądra w woreczku mosznowym znajdują się w optymalnej temperaturze. Niepokoi mnie jednak to, że w powięzi nasiennej wewnętrznej nie wyczuwam powrózka nasiennego. Nie chciałbym w tym wieku już chorować na te męskie choroby, mam jeszcze wiele lat życia przed sobą a moje przyrodzenie jest jedną z najważniejszych części ciała u mnie. Jest tak jakby oczkiem w głowie, które szczególnie pielęgnuje i dbam o nie. Teraz mam takie pytanie do was. Czy ktoś z was przeżywał coś podobnego jak ja i czy ma jakieś wypróbowane sposoby na wyleczenie tej wstydliwej sprawy? Może ktoś ma podobne doświadczenia i mógłby nimi się podzielić. Czy może czekać jeszcze trochę na rozwój sytuacji? Sam już nie wiem. U mnie pójście do lekarza jest ostatecznością, nigdy nie wiadomo na jakiego szamana się trafi, dlatego mam dylemat czy się wyłamać i iść. A może ktoś z was ma w rodzinie lekarza urologa lub sam nim jest i mógłby coś doradzić? Rzadko pytam ludzi o opinię ale tutaj sytuacja z godziny na godzinę wymyka się spod kontroli a ja jestem w kropce. Dla mnie najlepszym prezentem wigilijnym byłoby teraz tylko życzyć mi zdrowia. Z góry dziękuję za okazaną pomoc.

Komentarze: 61  |  Odsłony: 674

Andrzejki z panem Wahadełko 2017-12-10

Jak dobrze wiecie w czwartek 30 listopada w niektórych kręgach obchodzone były hucznie Andrzejki. Na tę okazję postanowiłem, że zaproszę do siebie jakiegoś Andrzeja. Ponieważ nie mam wśród znajomych kolegów o takim imieniu pomyślałem, że może warto poszukać Andrzeja w internecie na gadu – gadu. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Wpisałem tam imię Andrzej, zrobiłem widełki wiekowe 30 – 70 lat i zacząłem szukać na chybił – trafił. Przystąpiłem do pisania już na kilka dni przed tym świętem żeby mieć pewność, że znajdę przyjaciela o takim imieniu. Pierwszych kilka prób okazało się nieudanych, panowie nie odpisywali w ogóle lub odpisywali wulgarnie np. spier***aj k***a. Chyba za piątym razem udało się, odpisał do mnie Andrzej Hilary Wahadełko z miejscowości Bożenkowo koło Bydgoszczy. Po dłuższej konwersacji z nim na gadu – gadu okazało się, że ma 67 lat i jest emerytowanym pracownikiem byłych zakładów przemysłu cukierniczego „Jutrzenka” w Bydgoszczy. Bardzo chętnie zgodził się na moje zaproszenie spędzenia Andrzejek w Kołobrzegu. Ustaliliśmy, że on zabierze ze sobą świece i jakieś płyny rozweselające natomiast ja zajmę się ogólnie pojętą gastronomią. On stwierdził, że przyjedzie w czwartek po południu pociągiem i tak właśnie zrobił. Trasa z Bydgoszczy którą przebył była z przesiadką w Pile i trwała około 5 godzin. Ponieważ podróż była dość długa i męcząca tak jak przypuszczałem Andrzej przyjechał do mnie już dość solidnie podchmielony. Okazał się bardzo kulturalnym człowiekiem z dużym poczuciem humoru. Od razu poszliśmy na piwko do pobliskiego baru gdzie mogliśmy się bliżej poznać. Tam dostrzegłem u niego pewną niepokojącą przypadłość. Jego stan uzębienia był jakby to powiedzieć w połowie pełny, a te zęby które posiadał pozostawiały wiele do życzenia. Po kilku piwkach w barze poszliśmy do mnie na uroczystą kolację. Pomyślałem, że zrobię coś dobrego, takiego żeby Andrzej nie musiał zbytnio gryźć i nadwyrężać reszty szczęki. Upiekłem więc paluszki rybne tak żeby rozpływały się w ustach, do tego zrobiłem puree ziemniaczane ze smalcem i surówkę. Muszę przyznać że kolacja smakowała i jemu i mnie, szczególnie gdy w kieliszkach było coś mocniejszego. Później zrobiłem kawę a na deser budyń śmietankowy dlatego, żeby można było połykać bez gryzienia. W międzyczasie mieliśmy lać wosk lecz niestety Andrzej zapomniał świec z domu. Ja też nie miałem świec więc stwierdziliśmy, że możemy lać ołów. Miałem dosyć sporo ołowianych ciężarków na ryby które przetopiliśmy lutownicą i laliśmy przez klucz. Zrobiło się bardzo sympatycznie. Z wróżb wynikało, że jakaś bardzo fajna przygoda czeka na mnie w przyszłym roku. U Andrzeja te wróżby wyglądały troszkę mniej kolorowo. Wychodziły takie figurki, które nie przypominały niczego dobrego. On wziął sobie te wróżenie bardzo do serca więc zatapiał smutki w butelce. Tak miło i beztrosko spędzałem czas z Andrzejem, że nawet nie zauważyłem, że trochę się zasiedział u mnie. Wyjechał w zeszłą środę więc był u mnie prawie tydzień a ja w pracy musiałem zabrać urlop na żądanie. Tak prawdę mówiąc powiedziałem mu kulturalnie do widzenia, bo musiałem wracać do pracy choć nie chciałem. Jednak takie chwile pozostają niezapomniane no i jestem z Andrzejem w kontakcie. Okazał się być prawdziwym przyjacielem z którym być może będę spędzał kolejne Andrzejki, tym razem na wyjeździe.

Komentarze: 27  |  Odsłony: 523

Wyjazd do "Polmosu" w Starogardzie Gdańskim 2017-11-26

Jak co roku pod koniec listopada wybrałem się do Starogardu Gdańskiego do Polmosu. Wiem, że ten zakład teraz inaczej się nazywa ale ja mówię z przyzwyczajenia cały czas Polmos. Tak po prostu mi się zakodowało. Ponieważ mam tam kartę stałego klienta i smakuję się w ich wyrobach, jeżdżę tam przed świętami na zakupy. Zbieram zamówienia od rodziny jak również od znajomych i kupuję tyle trunków, ile wejdzie do samochodu. Żeby zwróciło się za drogę. Dla siebie biorę zazwyczaj 2 - 3 kartony wódeczki, tak żeby mieć na święta i sylwestra. Oprócz tego w Starogardzie niedaleko Polmosu mieszka mój przyjaciel, którego przy okazji odwiedzam. No więc wyjechałem tam przedwczoraj naprawionym już Oltcitem i po jakichś pięciu godzinach byłem na miejscu. Wszedłem przez portiernię z przepustką na zakład i skierowałem się do magazynów. Gdy byłem już w magazynie dałem pani magazynier moją listę zakupów. Było tego sporo więc kładłem ten towar na wózek. Ponieważ pani magazynier cały czas nachylała się po towar lub kucała, naszła mnie nieodparta pokusa klepnięcia jej w tyłeczek. Jak pomyślałem tak zrobiłem i po prostu klepnąłem ją. Po chwili, tak jak się spodziewałem dostałem soczystego liścia w ryj. I to już był dla mnie sygnał, że coś między nami zaiskrzyło. Sami chyba wiecie, że najgorszy jest brak jakiejkolwiek reakcji, nie wiadomo co wtedy robić. Jeśli jest jakakolwiek reakcja to zawsze można dostosować się do sytuacji. Jak się później okazało ten klaps w tyłeczek to był strzał w dziesiątkę. Pani magazynier dość niewinnie acz stanowczo spytała mnie co robię wieczorem. Odpowiedziałem, że nie mam żadnych większych planów. Ona spytała czy zechciałbym zaczekać na nią w portierni ponieważ za godzinę kończy zmianę i zaprasza mnie do siebie. Zadowolony z siebie przystałem na to. Po godzinie ona przyszła a portier znając tę panią szepnął mi do ucha, że nazywają ją tutaj Lady fellatio co dało mi troszkę do zrozumienia. Na odchodne portier pokazał mi też pewien gest dłonią związany z tą panią, po którym aż ciarki przeszły mi po plecach. To chyba z emocji gdy pomyślałem co może mnie tam czekać. Pojechaliśmy do niej moim samochodem wypełnionym trunkami. Było mi po drodze, bo ona mieszkała niedaleko dzielnicy Kocborowo gdzie akurat mieszka mój przyjaciel, którego chciałem odwiedzić. Więc weszliśmy do jej domu a ona już po minucie zaczęła mnie rozbierać! Już wtedy wiedziałem, że nie przyjechałem do niej bynajmniej na kawę. Ona miała chyba ze 176 cm wzrostu więc była dużo wyższa ode mnie. Była bardzo szczupła, taka aż wysuszona czyli kompletnie nie mój typ. No i z twarzy też taka sobie. Ja jednak nie wybrzydzam i zwykle biorę to co dają. Żyję jakby miał jutro skończyć się świat. Przechodząc do sprawy, portier wiedział o czy mówi. Jej przezwisko w zakładzie pracy nie było wyssane z palca i nie wzięło się znikąd. Takiego fellatio nie było mi dane doświadczyć już od dłuższego czasu. Ta kobieta była wampem w ludzkiej skórze i straszną rozrabiarą, dobrze wiedziała jak zabrać się do rzeczy. Spędziłem u niej naprawdę piękne chwile, no i zostałem nawet na noc. Dodam, że zasnęliśmy około 4 nad ranem ale nie chcę tutaj wchodzić w głębsze szczegóły dlaczego tak późno. Po prostu działo się i to dużo. Wczoraj się u niej obudziłem, zjedliśmy późne śniadanie i pojechałem odwiedzić mojego przyjaciela. U niego posiedziałem dobre kilka godzin, pogadaliśmy i okazało się, że on też zna tę panią. W domu byłem wczoraj przed północą. Naprawdę miło spędziłem ostatni piątek i sobotę a Starogard Gdański wspominam i będę wspominał jak najlepiej. Jeśli jest tutaj ktoś ze Starogardu to z czystym sumieniem mogę polecić tę panią.

Komentarze: 35  |  Odsłony: 794

Mensa przyjechała do centrali 2017-11-19

Dzień dobry. Tak jak w tytule możecie przeczytać jakiś czas temu do naszej Centrali Rybnej przyjechała Mensa. Szczerze przyznam, że gdy prezes powiedział o tym nie wiedziałem o co chodzi. Z początku myślałem, że to jakaś agencja dla modeli lub coś podobnego, bo takie skojarzenie nasunęło mi się po tej nazwie. Byłem bardzo podekscytowany gdyż zawsze marzyłem o karierze modela. Mam zresztą jak sami widzicie niezłe predyspozycje. Okazało się jednak że to nie to. Później pomyślałem, że może jest to jakaś firma odzieżowa, która przywiezie nam nowe ubrania robocze na wymiar. „Men” sa. to w końcu idealna nazwa na firmę zajmującą się męskimi rzeczami. Jednak i to też nie było to a ja się troszkę zawiodłem. Jak się później okazało przyjechali do nas ze Szczecina ludzie w garniturach z jakimiś testami. Okazało się, że były to tzw. testy IQ na inteligencję z którymi nigdy wcześniej nie miałem do czynienia. Dowiedziałem się, że to już czwarta edycja rozwiązywania testu na inteligencję w naszej centrali. Zaciekawiło mnie to bardzo. Rozwiązywanie testu było dobrowolne więc oczywiście się na to zgodziłem. Tylko prezes nie zdecydował się na rozwiązanie testu oraz jeden z pracowników który był wtedy na zwolnieniu lekarskim także go nie rozwiązywał. Prezes stwierdził, że akurat ma bardzo ważne sprawy do załatwienia w porcie i szybciutko odjechał. Gdy rozpoczął się test ja zabrałem się do roboty i odpowiedziałem na wszystkie pytania. Niektóre z pytań były naprawdę trudne, nie znałem na nie odpowiedzi więc strzelałem wtedy na chybił – trafił. Inne pytania były wręcz śmiesznie łatwe, odpowiadałem na nie w mig. Długopis aż palił mi się w rękach. Test ten odbył się we wrześniu a dopiero w tym tygodniu przyszły wyniki. Ja już w sumie o nim zapomniałem, miałem wiele innych rzeczy na głowie. Możecie wierzyć lub nie ale zdobyłem wraz z sekretarką największą ilość punktów w naszej Centrali! Miałem 93 punkty, nasza sekretarka też lecz to ja wygrałem gdyż ukończyłem szkołę zawodową a sekretarka studia wyższe. Moje punkty liczyły się więc w pierwszej kolejności z powodu ukończenia szkoły niższego szczebla. Przy okazji pobiłem 25 – letni rekord naszej firmy należący do pewnego, nieżyjącego już byłego pracownika wynoszący 91 punktów! W ostatnią środę dostałem od prezesa kwiaty, bombonierkę oraz pochwałę wzrokową w dowód uznania. Była też kawa oraz ciasto a gratulacjom oraz uprzejmością nie było końca. Współpracownicy z centrali nazwali mnie nawet IBM [aj.bi.em] jak marka tych pierwszych komputerów z tego powodu, że jak to określili jestem: „szybki, mądry, niezawodny”! Od tamtego czasu w firmowej gablotce wiszą moje zdjęcia oraz dyplom. Dodatkowo Centrala Rybna ufundowała mi dwudniową wycieczkę autokarową do Lichenia, którą mogę wykorzystać w okresie 3 miesięcy. Już nie mogę się doczekać. Po ostatnich nieprzyjemnych incydentach jestem znowu szczęśliwy i w końcu uśmiech zagościł na mojej twarzy.

Komentarze: 51  |  Odsłony: 898

Kryteria usuwania blogów 2017-11-12

Dzień dobry. Chciałbym się dowiedzieć jakie są kryteria usuwania bądź też nie publikowania na stronie głównej blogów. Jestem ciekaw dlaczego mój blog nie został opublikowany. Czy np. jeśli jednej osobie nie podoba się blog, druga jest neutralnie nastawiona a trzeciej blog się podoba to już jest powód do usunięcia? Czy ja jako osoba, która napisała blog jestem odpowiedzialny za wpisy innych osób na nim? Bo według mojej opinii tak to właśnie wygląda. Nigdy z niczym nie było problemów i nagle moje blogi nie są publikowane. Nie dostałem też żadnego ostrzeżenia. To, że ktoś się uwziął na mnie nie jest chyba tego powodem? No chyba że się mylę! Ja wiem, że zrobicie ze mną co chcecie, nawet bez podania przyczyny i że jestem z wami bez szans. Proszę jednak o odpowiedź osoby kompetentne z administracji o wytłumaczenie tych schematów usuwania/nie publikowania blogów. No i oczywiście proszę o publikację tego wpisu. Myślę, że inne osoby też chętnie dowiedziałyby się jak ta sprawa wygląda. Mam nadzieję na szybką odpowiedź. Pozdrawiam Mietek
Komentarze: 18  |  Odsłony: 235

Dorwałem tę mendę społeczną! 2017-11-06

Z góry napiszę, że osoby wrażliwe nie powinny tego czytać. Możecie czytać sobie wiersze, których tutaj jest cała masa. Właśnie przez takie osoby usunięto mojego bloga, nie wiem dlaczego – podobno jest wolność słowa. Jeśli czyta to administracja, to żądam odpowiedzi. Teraz tego bloga troszkę zmieniłem i myślę, że nie będzie się do czego doczepić. W innym przypadku okaże się, że są tutaj lepsi i gorsi albo jak kto woli równi i równiejsi. Ale do rzeczy. Wszystkie osoby chcące zrozumieć o czym tutaj teraz piszę powinny cofnąć się do mojego poprzedniego bloga. Jest to bowiem kontynuacja pewnego incydentu, który wydarzył się ponad tydzień temu. Po waszych anonimach i różnego typu informacjach operacyjnych udało mi się w końcu dorwać tę mendę społeczną. Dostałem od was kilkanaście informacji oraz wskazówek na temat domniemanego wandala, za które wam teraz serdecznie dziękuję. Wszystkie okazały się być prawdą i bardzo mi pomogły. A więc w czwartek byłem na przeszpiegach w okolicach miejsca zamieszkania tego osobnika. Nawet go widziałem gdy wyrzucał śmieci. Wyglądał identycznie jak mi go opisaliście więc ja wcześniej w myślach zrobiłem sobie jego portret pamięciowy. W piątek zaplanowałem sobie niecny plan. Poszedłem tam i zadzwoniłem domofonem do jego mieszkania. Akurat on odebrał a ja zapytałem czy są rodzice, bo przyniosłem dla nich pewną rzecz. On odparł, że nie ma i już się ucieszyłem. Zapytałem czy może otworzyć mi drzwi a ja zostawię ten pakunek. On się zgodził i otworzył. Kiedy otworzył drzwi od mieszkania nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać. Był to pryszczaty 16 – latek, który dodatkowo miał na imię Gracjan. Tak jak się spodziewałem w mieszkaniu tym odczuwalna była wszechobecna woń mastki. Tuż przed moim przyjściem Gracjan musiał jechać na ręcznym i dlatego napis „Mietek cuchnie rybami jak niemyty napletek” znał z autopsji i do tego też mi się w końcu przyznał. Ja przed pójściem tam zabezpieczyłem się ponieważ nie wiedziałem czego się spodziewać. Wziąłem z centrali duży, porządny nóż do filetowania tzw. grubej ryby. Nastraszyłem że go obrzezam jak się nie przyzna do tego aktu wandalizmu. On cały trzęsąc się ze łzami w oczach się przyznał a ja dopiąłem swego. Wiedząc, że muszę go sowicie ukarać aby już więcej nie robił takich rzeczy ogłuszyłem go strzałem z główki a następnie wyprowadziłem serię kilkudziesięciu ciosów sierpowych i podbródkowych. Trwało to dosyć długo a ja patrzyłem tylko czy równo puchnie a on ledwo stał na nogach. Następnie kazałem mu się rozebrać i nagrałem kompromitujący filmik oraz zrobiłem zdjęcia z wulgarnymi scenami z pluszowym misiem. Musiałem być pewny że nie powie o mnie rodzicom a ja będę miał czym go szantażować. Dodatkowo co miesiąc przez rok zażyczyłem sobie od niego po 200 zł za szkody materialne i wizerunkowe. On się na taki układ zgodził, bo boi się żeby ten filmik nie ujrzał światła dziennego. Ja przy okazji zarobię trochę kasy bo mój Oltcit wart jest jakieś 400 zł czyli czysty zysk. Tak się właśnie robi interesy. Kończąc jako powód przebicia mojej opony oraz wulgarnego napisu na drzwiach podał, że nie został przyjęty na praktyki do naszej Centrali Rybnej więc chciał się zemścić. Ja sobie w końcu przypomniałem o tym. Rozpoczynał w tym roku Szkołę Zawodową i bardzo zależało mu na praktykach u nas a ja rzekomo nie dałem mu odpowiednich referencji.

Komentarze: 27  |  Odsłony: 665

Wandal zniszczył mi samochód 2017-10-29

Witam. Jestem bardzo zdenerwowany dzisiaj, aż mnie nosi. Wczoraj przygotowywałem mój samochód do wyjazdu na Święto Zmarłych do Gąsek. Część mojej rodziny leży tam na cmentarzu. Pomyślałem, że warto umyć mojego Oltcita żeby wjechać tam w środę jak boss a nie jak jakiś szmaciarz. W końcu zbiera się na cmentarzach masa ludzi i trzeba wyglądać porządnie. Zostawiłem samochód na noc na ulicy gdyż wcześniej pojeździłem sobie nim trochę. Chciałem po prostu sprawdzić czy nie ma jakichś usterek mechanicznych. Wstałem dzisiaj rano, patrzę a tam przebita jedna opona a na drzwiach napis sprayem „Mietek cuchnie rybami jak niemyty napletek”. No może faktycznie nie jestem w stanie codziennie się umyć bo łazienka non-stop zajęta a siostry się tam cały czas pudrują albo coś innego. To jednak nie znaczy, że trzeba niszczyć cudzą własność i obrażać. To już jest bardzo niesmaczny cios poniżej pasa. I co ja mam teraz zrobić do cholery jasnej? Na nową oponę na razie nie mam kasy a ta farba z drzwi jest jakby niezmywalna. Próbuję wszystkiego ale nie chce puścić. Człowiek chce raz na miesiąc gdzieś wyjechać samochodem a jakiś dureń go niszczy! Ja zbyt często nie mogę prowadzić samochodu, bo zazwyczaj mam podwyższony limit stężenia alkoholu we krwi. Akurat od dzisiaj do środy miałem nie pić żeby móc prowadzić Oltcita z rodziną a tu taka niespodzianka! No nic, trzeba będzie znowu jechać autobusem a te drzwi zamalować żeby nikt nie widział tego napisu. To już się stało i nic się z tym nie zrobi. Ja natomiast nie popuszczę temu wandalowi. Będę go szukał na własną rękę aż go znajdę. Wykopię go z najgłębszej nory. Kara będzie sroga, nie skończy się tylko na ostrzeżeniu i odszkodowaniu. Powykręcam mu przeszczepy a kulasy z pupy powyrywam tak żeby pamiętał do końca życia i nigdy więcej tego nie zrobił ponownie. Mam do Was małą prośbę. Jeżeli macie np. Facebooka itp. proszę udostępnijcie tę informację o wandalu w Kołobrzegu. Razem będzie łatwiej go odszukać. Ja jestem osobą dobrze znaną i szanowaną w moim mieście więc myślę, że jak ludzie puszczą taką informację to wandal szybko się znajdzie. Z góry wszystkim dziękuję za pomoc. Zdenerwowany Mietek.

Komentarze: 48  |  Odsłony: 916

Strony: 4