Agent_Centrali_Rybnej
Status związku: to skomplikowane
Interesują mnie: kobiety, mężczyźni
Szukam: przyjaźni, randki, związku, rozrywki
Znak zodiaku: lew
Urodziny: 1982-08-18
Rejestracja: 2016-10-26
Kiedy rybkę sobie zjecie, wnet się lepiej poczujecie!
Punkty53Więcej
Do utrzymania poziomu: 
Ilość potrzebnych punktów: 147
Ostatnia gra
Yatzy

Yatzy

Yatzy
4 godziny temu

Wycieczka na Rodos - wspomnienia z wakacji cz.2 2017-10-22

A zaczęło się to tak. Z Centrali rybnej dostałem 100 złotych dodatku do pensji na tzw. „wczasy pod gruszą”. Pomyślałem więc, że warto byłoby gdzieś w tym roku wyjechać. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłem, że fajnie byłoby wyjechać na Rodos. Wziąłem rower i pojechałem, a że nie było daleko więc po kilkunastu minutach już byłem na miejscu. Rodos jak sam skrót nazwy wskazuje to „Rodzinne ogródki działkowe ogrodzone siatką” w Kołobrzegu. Chciałem miło i w końcu w odosobnieniu spędzić ten czas. Mamy w Kołobrzegu taką małą działeczkę z altanką gdzie czasem wyjeżdżam się wyciszyć. No więc miałem stówkę na zakupy, pomyślałem – na tydzień mi wystarczy. Kupiłem za to 15 nalewek wiśniowych, 10 jajek, chleb i kilogram kiełbasy śląskiej. Dodatkowo z centrali rybnej wziąłem kilogram wędzonej makreli. Siedziałem tam w odosobnieniu, jadłem, piłem i po trzech dniach zauważyłem, że skończył mi się prowiant. Miało być na tydzień a wystarczyło tylko na 3 dni! No ale jak człowiek nie ma co robić to siedzi, pije i je. Czwartego dnia wieczorem już byłem bardzo głodny i spragniony. Może nawet pić mi się chciało bardziej niż jeść. Wyszedłem w półmroku w poszukiwaniu jedzenia. Chciałem po prostu, wstyd się przyznać, coś ukraść do jedzenia. U mnie na działce rośnie tylko trawa, nie mam głowy do sadzenia warzyw, owoców itp. Poszedłem kilkaset metrów przed siebie i znalazłem piękne drzewa na których rosły gruszki i śliwki. Nazrywałem sobie cały plecak tych owoców. Przy furtce do działki obok zauważyłem ślad po defekacji, ospermione stringi oraz zbitą butelkę. Podszedłem bliżej i usłyszałem głośne słowa i jęki horoszo, horoszo i dawaj, dawaj!!! (хорошо, хорошо, давай, давай!!!). Później okazało się, że były to dwie Ukrainki, na co dzień sprzątaczki w pewnym hotelu w Kołobrzegu dorabiające sobie nocami oraz w weekendy jako tzw. kobiety lekkich obyczajów. Prowadziły one na działkach nielegalnie usługi dla ludności. Kiedy wyszli już stamtąd petenci ja wszedłem i zapoznałem się z tymi paniami. Okazały się być bardzo miłe i ładne jak również bardzo niemoralne, co akurat w tym fachu można uznać za zaletę oraz atut. Miałem te szczęście, że akurat przeciekał im dach a ja bez wahania podjąłem się tej naprawy. Zostałem u nich później jeszcze dwa dni, jadłem, piłem, balowałem a jako zapłatę za naprawę dachu nie przyjąłem pieniędzy tylko inne czynności o których nie chcę się tu teraz rozpisywać gdyż nawet dzieci w przedszkolu wiedzą co takie panie potrafią. Tak właśnie minęły mi wakacje na Rodos a piękne wspomnienia pozostaną do końca życia!

Komentarze: 19  |  Odsłony: 318

Pielgrzymka do Częstochowy - wspomnienie z wakacji 2017-10-08

Skończyły się wakacje, zaczęła się jesień a ja chciałbym podzielić się z Wami moimi wspomnieniami. Ostatnie wakacje były dla mnie bardzo udane w doznania dla ciała i ducha. Z okazji 300-lecia Koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej wybrałem się nawet po raz pierwszy na pielgrzymkę. Powiem szczerze, że nie wiedziałem czego się spodziewać ale z opowieści znajomych dowiedziałem się że może być ciekawie. Od księdza w Kołobrzegu dowiedziałem się żeby wziąć ze sobą biblię, różaniec, przybory toaletowe, ubrania na zmianę itp. Dodatkowo znajomy poinstruował mnie, że warto mieć ze sobą jakiś mocny alkohol oraz prezerwatywy. Kupiłem więc wszystkie te rzeczy, 1 litr spirytusu oraz pudełko wazeliny technicznej. Zaopatrzony więc byłem na wszelkie ewentualności. XXXV piesza pielgrzymka diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej rozpoczęła się 1 sierpnia w Skrzatuszu niedaleko Wałcza. Do tej miejscowości dojechaliśmy autokarami i właśnie tam nasza pielgrzymka oficjalnie rozpoczęła się uroczystą mszą świętą. Tam też dołączyli do nas pielgrzymi z innych diecezji północnej Polski. W pierwszy dzień dotarliśmy do Piły gdzie nocowaliśmy. W trzecim dniu pielgrzymki poznałem panią Irenę, 64 letnią emerytkę, członkinię Koła Gospodyń Wiejskich z Białośliwia. Do końca pielgrzymki szedłem z tą panią ramię w ramię a jej cudowny głos podczas śpiewu zapamiętam do końca życia. Można go było przyrównać tylko do śpiewu jej imienniczki pani Ireny Santor. Już po szóstym dniu zbliżyliśmy się bardzo do siebie aczkolwiek dojście do pewnych spraw było rzeczą wręcz niemożliwą gdyż pani ta była praktykującą, zagorzałą katoliczką. Na szczęście zadziałał mój urok osobisty, chwyciło się tu i tam i już po tygodniu pani Irena otworzyła się przede mną. W gruncie rzeczy okazała się osobą nieśmiałą aczkolwiek bardzo święto(je)bliwą. Jeszcze nigdy żadna kobieta nie zagrała melodii zaklinaczy węży na mym flecie tak dobrze jak pani Irenka. Naprawdę cudownie spędziłem czas na pielgrzymce w jej towarzystwie. Do Częstochowy dotarliśmy 13 sierpnia a radosny śpiew rozbrzmiewał jeszcze długo z jasnogórskich błoni. Te 2 tygodnie uważam za bardzo udane i każdemu z czystym sumieniem mogę polecić pójście na taką pielgrzymkę. Ja już zarezerwowałem sobie miejsce na przyszły rok i na pewno będę częstszym gościem w przyszłości. Przeżycia cielesne i duchowe w połączeniu z odrobiną alkoholu były tam bezcenne i co najważniejsze darmowe. Niech Bóg obdarzy swym błogosławieństwem wszystkich ludzi dobrej woli, którzy pomagali mnie jak również innym pielgrzymom w trakcie pielgrzymki. Szczęść Boże i do przyszłego roku!

Komentarze: 103  |  Odsłony: 1700

Działo się po koncercie! 2017-07-16

Jak pewnie wiecie tydzień temu w Kołobrzegu odbył się koncert Przebojowe Lato Radia Zet i Polsatu. No więc nie mogło tam mnie zabraknąć. Wziąłem dwóch kumpli i poszliśmy tam już z samego rana żeby mieć miejsca przy scenie. Już w trakcie koncertu zdarzył się niewielki incydent. Jeden z moich kolegów dotknął nogi przechodzącej na scenie obok nas Sarsy, która właśnie śpiewała. Piosenkarka nie zrobiła sobie nic z tego i dalej śpiewała natomiast ochrona zareagowała bardzo szybko. Wzięli kolegę na bok i obili mu ryj oraz zrobili z dupy Forsowanie Odry Wałem Pomorskim. Nie minęło wiele czasu i ambulans zabrał kolegę do szpitala. My z drugim kolegą widząc to byliśmy już grzeczni aż do końca koncertu. Bawiliśmy się szampańsko. Po koncercie poszliśmy do różnych artystów po autografy. Widzieliśmy też tego Szweda, zwycięzcę Eurowizji dwa lata temu i poprosiliśmy o autograf. Mans Zelmer bo o nim mowa wydał się w porządku gościem. Dał nam autografy bez problemu więc my z delikatną nutką niepewności zapytaliśmy go czy może chciałby się zabawić w Kołobrzegu. On bardzo chętnie na to przystał tylko zastrzegł, że bez bab, bo już ma ich dosyć. Po prostu fanki nie dają mu żyć. Od razu zapowiedział, że chciałby przeżyć męską przygodę. Mans się przebrał i wziął też z garderoby szampana Ruinart, którego chciał wypić po koncercie. Poszliśmy więc z kolegą i Mansem do pobliskiego parku. Usiedliśmy na ławeczce i spożyliśmy tego szampana z kubeczków z toastem „za przyjaźń polsko-szwedzką”. Jak wiadomo alkoholu była niewystarczająca ilość więc poszliśmy do sklepu po nowe zapasy. Kupiliśmy kilka nalewek takich jak Dzban leśny, Cavalier wiśnia oraz Lipa z miodem. W trakcie degustacji Mansowi bardzo zasmakowały te trunki. Zachwalał smak, moc jak również ceny alkoholu w Polsce. Żałował, że tak nie ma w Szwecji. Było już dobrze po północy a my poszliśmy na Orlen wypić jeszcze kilka piwek. Kupiliśmy po dwa Harnasie na głowę i wypiliśmy w pobliżu stacji. Zdziwił się i nie mógł się nachwalić, że piwo w Polsce ma 6%. Nie to, co te szwedzkie 3,5% sikacze o smaku wody. Mans po tym już się ledwo trzymał na nogach, my z kumplem zresztą też nie byliśmy gorsi. Mans poprosił nas byśmy zamówili mu taksówkę, bo już się potykał o własne nogi. Taksówka przyjechała, my też wsiedliśmy i obraliśmy kurs na Hotel Aquarius Spa, gdzie Szwed miał spędzić noc po koncercie. Po chwili jazdy Mans nie wytrzymał i puścił potężnego pawia, tak że leciało mu nawet nosem. Zarzygał prawą rękę i nogę kierowcy oraz część głowy nie mówiąc o samochodzie. To był istny armageddon. Taksówkarz zaczął wyzywać i chciał dzwonić po policję. Widząc to wyciągnęliśmy z kieszeni Mansa 1000 koron szwedzkich i wręczyliśmy taksówkarzowi aby załagodzić sytuację. On stwierdził że mało i że dzwoni pod 997. Nie wiedzieliśmy co robić więc zaproponowałem, że doniosę mu dodatkowo jutro na postój taksówek 5 kg mrożonych filetów z mintaja żeby tylko nie robił z tego sensacji. Na szczęście taksówkarz się na to zgodził a Mans poszedł spać. My z kolegą też rozeszliśmy się do domów na konkretnej fazie i tak minęła nam zeszła niedziela oraz noc.  

Komentarze: 16  |  Odsłony: 608

Ciekawa przygoda nad Bałtykiem 2017-07-02

Czołem wilki morskie! Jak wiadomo mamy weekend, sezon letni już rozpoczęty. Nie pozostaje nam nic innego jak woda i plaża. Przedwczoraj popołudniu wyszedłem z kolegą na plażę w Kołobrzegu celem poopalania się, kąpania i picia alkoholu. Kupiliśmy po 4 Komandosy strong zielone na głowę i było bardzo fajnie. Nic ponad Komandosa – jest to według mnie najlepszy siarkofrut w Polsce! Ja dodatkowo kupiłem tydzień temu w Biedronce pływającą wyspę – kaczkę. Ostatnio zrobiła się moda na te pływające wyspy więc też chciałem taką mieć. Po dwóch winach ją nadmuchałem i prawie zemdlałem. Póżniej naszła nas mała głupawka żeby pozjeżdżać na nieczynnej, plażowej zjeżdżalni. Już byliśmy dobrze wcięci i zjeżdżaliśmy w samych majtach na sucho. Wiecie chyba co to oznacza, dziury w majtach i poraniony naskórek na zadku. Naprawdę po kilku takich zjazdach na sucho dupsko pali niemiłosiernie! Po wypiciu ostatniego Komandosa naszła nas ochota na kąpanie. Ja wziąłem moją pływającą wyspę – kaczkę a kolega pływał niedaleko żabką. Już się ściemniało i w pewnej chwili poczułem swego rodzaju błogostan tak, że oczy zamknęły mi się same. Pewnie to od spożytego wcześniej alkoholu jak również utraty znacznej ilości powietrza z płuc w celu wcześniejszego nadmuchania tej kaczki. A więc zasnąłem i obudziłem się wczoraj nad ranem. Otworzyłem oczy, patrzę a do lądu jakiś kilometr! Byłem bardzo głodny więc jak najszybciej chciałem dopłynąć do plaży i iść do domu. Dopłynąłem i okazało się że nie jestem w Kołobrzegu tylko na Bornholm w Danii! Byłem w szoku, przez 12 godzin prądy morskie zniosły mnie o 100 kilometrów! Ostatni raz podobna sytuacja zdarzyła mi się jakieś 11 lat temu. Wypiłem znaczną ilość alkoholu i poszedłem wieczorem popływać na dętce od Ursusa. Przysnąłem i obudziły mnie światła kutra rybackiego przepływającego obok. Na szczęście była to jednostka mojego wujka Zdzisia, który właśnie był na połowach. Zabrał mnie w nocy na kuter i uratował a ja już byłem 30 kilometrów od brzegu! Jak sami widzicie nawet tak niebezpieczna przygoda mnie niczego nie nauczyła. A więc teraz piszę do was z Danii. Wczoraj rano gdy dopłynąłem do brzegów Bornholmu straż graniczna już czekała na mnie. Ja w samych dziurawych majtach, bez dokumentów, bez niczego więc Duńczycy pomyśleli od razu, że jestem uchodźcą. Zawieźli mnie wczoraj do ośrodka dla uchodźców i nakarmili. Wytłumaczyłem im, że jestem Polakiem więc przysłali do mnie tłumacza. Opowiedziałem całą historię tłumaczowi, że nie jestem uchodźcą itp. więc straż graniczna przewiozła mnie dzisiaj rano do honorowego Konsulatu Polski w Rønne. Dostałem tutaj koszulkę i klapki i właśnie stąd teraz do was piszę. Nie mogę teraz wrócić do Polski gdyż nie mam żadnych dokumentów. Czekam na paszport tymczasowy żebym mógł kupić bilet na prom do Kołobrzegu. Konsul powiedział, że może pojutrze dostanę ten paszport więc muszę tutaj czekać. No i będę musiał pożyczyć od nich pieniądze na bilet. W innym przypadku się stąd nie wydostanę. Na szczęście udostępnili mi tutaj internet i mogę napisać teraz do was i do rodziny. Pozdrawiam. Mieczysław Wypych. Dania/Bornholm/Rønne 02.07.2017

Komentarze: 80  |  Odsłony: 1262

Mocy przybywaj!!! 2017-06-18

Dzień dobry. Blog ten będzie opowiadał historię mojej kolejnej, dłuższej nieobecności na GD. Po ostatnim wypadku dwa tygodnie temu dostałem skierowanie do stawienia się w szpitalu w Międzyrzeczu w woj. lubuskim. Jest to szpital specjalistyczny, w którym stawiłem się w poniedziałek 5 czerwca. Obowiązywał tam kategoryczny zakaz korzystania z internetu dlatego właśnie nie miałem z Wami kontaktu. Gdy tam dotarłem zauważyłem że jest tam dosyć ponuro, nudno a większość ludzi chodzi przygnębiona. Wpadłem więc na pomysł rozluźnienia atmosfery. Po kilku dniach zaproponowałem pensjonariuszom nagranie filmu dla dorosłych, co spotkało się z ogólną aprobatą. Oczywiście film nagrany został w piwnicy, w tajemnicy przed dyrekcją. Zdobyłem nawet patronat od „Rocco Siffredi XXX Film Studio” w zamian za reklamę. Pewien kolega miał dostęp do internetu i przesłał film do XXX studia we Włoszech. Muszę przyznać, że film wyszedł wyśmienicie a ja byłem operatorem kamery jak również zagrałem tam niewielką rolę drugoplanową. Po filmie kilka pensjonariuszek dostało nawet kontrakty oraz angaż na kolejne 5 lat od samego Pana Rocco. Pewna starsza dama była tak nadpobudliwa oraz łapczywa, że trzeba było ją zamknąć w kaftanie bezpieczeństwa. Naprawdę bardzo miło spędzaliśmy tam czas. W zeszły piątek natomiast postanowiłem ożywić atmosferę wśród kuracjuszy alkoholem. Pozbierałem zamówienia oraz pieniążki na alkohol od współkuracjuszy. Wysłaliśmy nocną ekspedycję składającą się z dwóch pensjonariuszy z wielkimi torbami do pobliskiego sklepu nocnego. Zrobiliśmy podkop pod płotem tak, by nikt się nie zorientował. Gdy przyszli z alkoholem cały oddział popił dość mocno a ja wymyśliłem przeprowadzenie konkursu piosenki biesiadnej. Było już około 4 nad ranem a śpiewom i tańcom nie było końca. Po interwencjach służb ochrony przelało to czarę goryczy u dyrekcji a ja zostałem karnie wydalony wczoraj ze szpitala jako jednostka aspołeczna. Dlatego teraz jestem już w domu i mogę Wam opisać co mi się przytrafiło.
Komentarze: 28  |  Odsłony: 783

Powracam po pobycie w szpitalu! 2017-05-31

Witajcie kochani po dłuższej nieobecności. Chciałbym opisać co przytrafiło mi się w sobotę 20 maja, gdy szukałem partnerki do tańca. A więc zgłosiło się do mnie na casting około 80 dziewcząt, a ja wtedy wybrałem tę jedyną. Na imię miała Bernadetta i od razu mnie zauroczyła. Potańczyliśmy sobie wtedy cały dzień na plaży, było naprawdę miło. Później z kocykiem poszliśmy na wydmy, w ustronne miejsce i było tam małe fiku - miku, ale nie chcę wchodzić w szczegóły. Cudownie upłynął ten czas gdy leżałem wtulony w Bernadettę. Ponieważ ważyła około 120 kg leżąc na niej czułem jak gdybym płynął na materacu pośród fal Bałtyku. Bardzo lubię takie przeżycia. Wypiliśmy tam wtedy chyba po 3 nalewki "Amarena". Gdy zrobiło się ciemno pojechaliśmy jeszcze do Żabki po jakieś piwko. Ja byłem rowerem i przewiozłem Benię na ramie. Powiem szczerze, że chciałem przed nią zabłysnąć i pokazać jak dobrze jeżdżę na jednym kole. Więc wsiadłem na rower, wziąłem go na koło i jazda. A że byłem już dość wcięty nie zauważyłem, że jadę prosto w drzwi Żabki. Już było zbyt późno na hamowanie więc przejechałem przez zamknięte drzwi do Żabki i zatrzymałem się na lodówce z jogurtami. Wszystko porozbijane, ja pocięty i obolały, same straty normalnie. Nie wypłacę się za to chyba do końca życia. Jak możecie się domyślić przyjechał ambulans i zabrał mnie do szpitala. Dlatego mnie nie było tak długo moi drodzy! Wczoraj zostałem wypisany do domu. Mam całą twarz poharataną i założonych około 50 szwów na całym ciele. Na szczęście wracam szybko do sił fizycznych i psychicznych więc do was teraz piszę. To był właśnie ten powód mojej dłuższej nieobecności. PS: jedno dobre, że z Bernadettą jestem w stałym kontakcie i może coś zaiskrzy!
Komentarze: 55  |  Odsłony: 1007

Bo ja tańczyć chcę! 2017-05-14

Witam. Szukam dziewczyny do trenowania tańców towarzyskich (pasodoble, quickstep, mambo itp.). Wcześniej ćwiczyłem z siostrą w domu ale gdy tańczyliśmy razem rumbę, zbyt mocno ją podrzuciłem i walnęła głową w lampę. Lampa spadła, siostra miała szyty łuk brwiowy i już nie chce ze mną trenować. Ja jako zdobywca kilku nagród w tańcu towarzyskim w gminie Kołobrzeg oraz Dygowo chętnie poćwiczyłbym z jakąś miłą panią w celu zachowania formy. Niegdyś byłem absolwentem pewnej szkoły tańca w Kołobrzegu, której nie będę tutaj reklamował oraz WSTG (Wyższej Szkoły Tańca Góralskiego) w Zakopanem. Mam więc duże doświadczenie. Moglibyśmy zacząć od przyszłego tygodnia. Pierwszy trening od razu na plaży! Czekałbym na chętne panie przy molo w Kołobrzegu niedaleko toi-toi w przyszłą sobotę o godzinie 15.00. Podam rysopis żeby mnie rozpoznać. Ja 163 cm wzrostu i około 79 kg wagi. Włosy dość długie jak na zdjęciu. Jeśli będzie ciepło mogę być w kapeluszu kowbojskim i koszuli hawajskiej. Mogę też palić fajkę, wiecie taką drewnianą. Na pewno mnie rozpoznacie. Panie mogą być nawet brzydkie, zresztą brzydkie lepiej tańczą więc będą mile widziane! Ja jestem przystojny, całkiem ładny można powiedzieć, że taki Apollo naszych czasów ze mnie. Moje piękno wyrówna brzydotę kobiety, więc się nie wstydźcie miłe panie! A może w przyszłości taka znajomość przerodzi się nawet w coś większego? Czekam na Was 20.05 w umówionym miejscu. Tancerz Mietek.
Komentarze: 49  |  Odsłony: 901

Jak zwalić konia? 2017-05-07

Wiem, że temat wydaje się dość ciekawy i pewnie wzbudzi duże zainteresowanie. Spróbuję więc go opisać w najbardziej przystępny sposób. Można powiedzieć, że ile pól na szachownicy tyle sposobów zbicia (potocznie zwalenia z szachownicy – jak zwał tak zwał) konia. Także gracze mają różne sposoby bicia konia w tej pięknej grze. Nie ma na to jakiegoś systemu gdyż jest to figura specyficzna. Jako jedyna może przeskakiwać inne figury a jej ruchy można przyrównać do litery L. Grając w osłabieniu ciężko ją zbić. Ja jestem graczem – amatorem można powiedzieć. Ostatnio gram bardzo rzadko więc biję konia sporadycznie. Wytrawni gracze oraz zawodowcy natomiast są w tej dziedzinie bardzo dobrze obeznani dlatego biją konia często i namiętnie. Co najważniejsze bardzo lubią to robić. Mogłoby się wydawać, że czarne konie są większe od białych jednakże w szachach są one jednakowe. Małą przewagę mają jednak białe gdyż to one zaczynają rozgrywkę. Jak sami widzicie nie ma jakiegoś sprawdzonego sposobu na bicie konia. Każdy bije tak jak umie. Pozdrawiam i miłej niedzieli życzę.

Komentarze: 140  |  Odsłony: 1761

Poradnik dla facetów jak poznać fajnego kolegę. 2017-04-30

Dzisiaj chciałbym przedstawić wam jak bez zbędnego wysiłku można poznać fajnego faceta. Otóż siadamy sobie na murku gdzieś przy plaży i czekamy tak długo aż jakiś facet przyjdzie zapytać o papierosa. Należy być dobrze ubranym, najlepiej w koszuli hawajskiej i klapkach gdy jest ciepło. Najlepsze klapki to „Kubota”, używam od lat i sobie cenię. Dobrze jest wysmarować się wodą kolońską. Bardzo dobrze nadaje się do tego woda kolońska „Brutal”. Ma intensywny zapach i przyciąga niczym magnes. Trzeba po prostu dobrze wyglądać i pachnieć. Jeśli palimy cieniasy lub nie palimy wcale należy mieć ze sobą papierosy żeby móc poczęstować. Najlepsze są „Mocne” lub „Męskie”. Po poczęstowaniu jegomościa możemy rozpocząć rozmowę. Wiadomo, można gadać o byle czym, pogodzie itp. Od słowa do słowa i po jakimś czasie można zaproponować postawienie piwa. Idziemy po piwko do sklepu sami gdyż jest tutaj pewien haczyk. Kupujemy 2 piwa, najlepiej mocne oraz małpkę (setkę wódki). Spijamy trochę piwa i wlewamy tę setkę wódki do butelki. Dajemy ją świeżo poznanemu koledze. Po piwku z setką od razu życie staje się piękniejsze no i jest więcej tematów do rozmów. Ja szczerze powiedziawszy preferuję facetów z brzuszkiem. Szukam właśnie takich kolegów, wyglądających trochę jakby połknęli piłkę plażową no i z wąsem oczywiście, tak samo jak ja. W moim typie są panowie coś jak Ron Jeremy, gwiazdor filmów dla dorosłych lub nasz swojski Janusz Rewiński. Nie lubię zbytnio suchoklatesów, ale też nimi nie gardzę. Po prostu celuję w mój typ, ale jeśli nie ma co się lubi, to się lubi co się ma! Taka dewiza przyświeca mi od zawsze. Po spożyciu piwka można zaproponować drugie i trzecie. W 99% panowie nie odmawiają. Gdy już jesteśmy po 3-4 piwkach można przejść na grubsze tematy. Proponuję zatem wódkę, flaszka 0,5l będzie w sam raz. Kupuję więc 0,5l „Ojczystej” gdyż jest dobra i tania. Siedzimy sobie na murku i popijamy z kubeczków. Po takiej dawce wszelkie troski schodzą na dalszy plan i możemy przejść do głównej czynności. Otwartą ręką dotykamy przyrodzenia nowo poznanego kolegi. Po chwili zdecydowanie i energicznie chwytamy za przyrodzenie i przekręcamy o 90 stopni. Należy pamiętać by zrobić to szybko. Po takiej akcji jeśli kolega nie ucieknie, to macie go już w garści. Jesteście niczym pająk, który złapał muszkę w swoją pajęczynę ale właśnie o to tutaj chodziło.

Komentarze: 43  |  Odsłony: 880

Szybkie pytanie do pań i panów dot. kocurów 2017-04-23

Witam serdecznie! Małymi kroczkami zbliżają się wakacje, no i wiadomo, jak wakacje to i zabawa. Dzisiaj tak bardziej nietypowo, chciałbym przypomnieć wam pewną piosenkę. Jest to ultrahit z 1986 roku pt. „Chałupy welcome to”. Ja wtedy byłem małym brzdącem i waliłem jeszcze w pieluchy. Jednak ta piosenka wywarła na mnie bardzo duże wrażenie. Śpiewa ją Zbigniew Wodecki i muszę przyznać, że jest ona nadal w ścisłej czołówce polskiej muzyki rozrywkowej! Co jak co, ale gdy słyszę „Chałupy ...” to zawsze przechodzą mnie ciarki. Ostatnio nawet siedząc w barze usłyszawszy w radio „Chałupy ...” tak mi zaczęła samoczynnie chodzić łapka i nóżka, że porozlewałem piwko a w sandale pękł mi rzemyk! Słysząc tę piosenkę człowiek sam się rwie do tańca. Jednak najważniejszy w tej piosence jest teledysk. Zaprezentuje wam go poniżej i w związku z tym będę miał też kilka pytań. W teledysku głównie chodzi o to, że występują tam nudyści. W Chałupach znajduje się najpopularniejsza plaża nudystów w Polsce. Szkoda, że nie mieszkam w Chałupach choć i tak mam nieźle, bo jednak mieszkam nad morzem. Całe szczęście niedaleko Kołobrzegu, w Dźwirzynie też znajduję się plaża nudystów. Jeżdżę tam czasem na rowerze z lornetką. Gdy jest ładna pogoda to zawsze można tam spotkać golasa jak na plaży w Mombasa – przytaczając tekst piosenki. Można też pojechać tam np. z butelką rumu, rozmarzyć się i poczuć klimat Barbadosu! U mnie w Kołobrzegu to tylko tekstylni nudziarze, zresztą sam się do nich zaliczam. Jednak czasem też mam ochotę zrzucić ciuszki i poczuć ten zew natury. Jeśli chodzi o sedno czyli teledysk, to występuje tam bardzo dużo nagich pań z takimi konkretnymi kocurami. Chciałbym się najpierw zapytać panów czy podobają im się takie kocury u kobiet czy wolą jednak tak bardziej na Kojaka (łysą pałę)? A płeć piękną zapytam czy lubią sobie wyhodować takiego kocura czy wolą bardziej na gładko? A może coś pomiędzy? Pozdrawiam już tak prawie wakacyjnie i zapraszam nad Bałtyk. Mietek (teledysk poniżej)

https://www.youtube.com/watch?v=2lDhOdce7xo
Komentarze: 57  |  Odsłony: 1064

Strony: 3