Agent_Centrali_Rybnej

 
Status związku: to skomplikowane
Chcę grać z: kobiety, mężczyźni
Szukam: przyjaźni, randki, związku, rozrywki
Znak zodiaku: lew
Urodziny: 1982-08-18
Rejestracja: 2016-10-26
Kiedy rybkę sobie zjecie, wnet się lepiej poczujecie!
Punkty48Więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 152
Ostatnia gra
Kanasta

Kanasta

Kanasta
1 godzin temu

Jak wyrwać małolatę latem 2018-05-20

Zbliża się lato więc jest to fantastyczny czas dla wszystkich, również dla mnie. Już za około miesiąc zjadą się do Kołobrzegu ludzie z całej Polski i nie tylko. Ja już od około 18 roku życia staram się ten letni czas wykorzystać na 100%. Codziennie pod wieczór wychodzę w okolice molo i obserwuję. Jestem przy tym ładnie ubrany czyli koszula, sandały itp. Wygląd ma tutaj bardzo ważne znaczenie więc nie chcę wyglądać jak ostatni łachmyta. Chodzi tam najczęściej bardzo dużo małolatek czyli tzw. gąsek. Ja ogólnie gustuję w paniach 40 – 60 letnich, którym nie trzeba nic tłumaczyć tylko od razu można zabierać się do rzeczy. Nie jestem jednak w stanie przepuścić każdej nadarzającej się okazji szczególnie latem. Jestem więc niczym przyczajony tygrys a gąski 16 – 18 letnie są dla mnie bardzo łatwym łupem. Można by powiedzieć że jeszcze gąski a już kąski, niektóre naprawdę są fajne. Mam oczy dookoła głowy i obserwuję rozwój sytuacji aż do godzin nocnych. W międzyczasie spożywam znaczne ilości alkoholu i gdy jestem już rozluźniony wkraczam do akcji. Wybieram potencjalny łup, podchodzę i zaczynam gadkę. Po bliższym zapoznaniu i poczęstowaniu gąski alkoholem składam jej różne obietnice i szeptam do niej czułe słówka. Mówię, że chyba ją kocham i takie tam pierdoły. Gdy alkohol zaczyna buzować u takiej gąski zmieniam ton i zaczynam działanie rękoma. Kulturalnie i taktownie obrażam taką gąskę, że nie musi wstydzić się przy mnie zachowywać jak dziwka i tym podobne. To rozbudza u nich najgorętsze żądze a ja mam pewność że gąska taka wpadła w moje sidła i jest już moja.

Komentarze: 79  |  Odsłony: 695

Dokuczliwe sytuacje w pracy 2018-05-13

Witam serdecznie. Nie wiem czy to normalne dlatego chciałbym poznać wasze opinię. Często jest tak, że po mocno zakrapianym weekendzie kręci mi się w głowie w pracy do środy włącznie. To znaczy nic się nie dzieje gdy pracuję na miejscu na hali tylko gdy wyjeżdżam Roburem z towarem w trasę. Bardzo często gdy prowadzę przeżywam różne dziwne rzeczy, które nie dzieją się gdy pracuję na miejscu w Kołobrzegu. Kilka ostatnich razy tak mnie wytrzęsło i wytelepało w kabinie, że później cały dzień tylko bekałem. Czułem tylko mocny posmak winny w ustach oraz mieszało mi się w brzuchu. Musiałem całe trasy jeździć z otwartymi oknami żeby ten zapach się ulatniał. Dodatkowo kręciło mi się w głowie co praktycznie nigdy nie ma miejsca. Aż wstyd jechać do klienta z takim wyziewem z ust. Nawet gdy zjem 4 gotowane kiełbasy śląskie i puree ziemniaczane ze smalcem na obiad posmak alkoholowy pozostaje. Gdy piję w trasie wodę gazowaną to znowu odbija mi się tylko żabami i kijankami oraz puszczam bąki. Nawet gdy jest zimno trzeba jeździć z otwartymi oknami żeby wietrzyć te zapierdziane siedzenia oraz żeby winny zapach się ulatniał. Czy wam to też się zdarza czy tylko mnie? Jest to dosyć uciążliwe bo gdy jadę w 100 kilometrową trasę to przez 2 i pół godziny tylko bekam oraz ulatniam gazy. Ja już nie wiem co robić żeby choć raz przejechać trasę ze spokojem. Pozdrawiam i udanego popołudnia życzę.
Komentarze: 42  |  Odsłony: 631

Wspomnienia z malowania pisanek w pracy 2018-04-03

Jak sami wiecie co rok w Wielkanoc przychodzi czas na malowanie pisanek. Dlatego też chciałbym podzielić się wspomnieniami ze szkoły zawodowej. Ponieważ nie ma takiego zawodu jak agent centrali rybnej ja idąc do szkoły zawodowej wybrałem sobie zawód stolarza. Tak więc jestem z zawodu stolarzem chociaż dużo bardziej lubię moją obecną pracę. W szkole zawodowej miałem praktyki w pewnej fabryce mebli w Koszalinie. Przechodząc do sedna, co rok bardzo hucznie obchodziliśmy tam święta wielkanocne. Tradycją naszą było malowanie pisanek, picie wódeczki oraz jedzenie jaj. Co rok do fabryki naszej przychodzili nowi uczniowie czyli tzw. koty. Żeby tradycji stało się zadość każdy musiał mieć pomalowane jajka. Brało się więc tych delikwentów na lakiernię, trzymało we czterech i ściągało im gacie. Malowało im się bile na przeróżne kolory, był to jak gdyby chrzest bojowy w naszej firmie. Ja żeby tradycja była podtrzymana też przez to przeszedłem. Starsi koledzy mnie trzymali, a jeden pistoletem malował mi pisanki. Powiem szczerze, że nie było to przyjemne i prawie się popłakałem. Jak się później okazało na moje szczęście miałem pomalowane pisanki na biało i niebiesko. To są akurat kolory mojego ukochanego klubu czyli Kotwicy Kołobrzeg więc w sumie nie zdenerwowało mnie to bardzo. Pamiętam, że gorzej było po trzech dniach gdy chciałem zmyć tę farbę. Wziąłem rozpuszczalnik Nitro i szorowałem tę farbę a bile wtedy szczypały niemiłosiernie. Teraz po wielu latach można się z tego śmiać ale wtedy naprawdę robiło się takie głupoty. W konkursie jedzenia jaj chyba w 1999 roku jeden z kolegów wpierniczył 28 jaj na twardo i zapił wódeczką. Nie chcę opisywać co się potem działo ale leciało z niego wszystkimi otworami. Śmiechu było co niemiara. Tak się właśnie kiedyś obchodziło święta wielkanocne w pracy dlatego chciałem podzielić się z wami tymi przeżyciami. Mieczysław W.
Komentarze: 14  |  Odsłony: 526

Opalanie w stringach 2018-03-18

Witajcie moi drodzy. Małymi kroczkami zbliża się lato więc jak wiadomo jest to czas plażowania. Ja nie mogąc się doczekać zaliczyłem już jedno plażowanko w tym roku. Kilka dni temu wybrałem się na plażę by się trochę poopalać. Chociaż nie było zbyt ciepło to słoneczko bardzo przyjemnie grzało. Odśnieżyłem trochę piasku, ustawiłem parawanik i prawie w negliżu zacząłem się opalać. Miałem ze sobą też prowiant, troszkę piwek i chleb z paprykarzem szczecińskim. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że opalałem się w stringach. Tak, pierwszy raz w życiu założyłem stringi gdyż chciałem mieć pięknie opaloną pupcię w tym roku. W ogóle to nie wiem jak dziewczyny mogą chodzić w stringach, przecież cały czas ten pasek wrzyna się w rowek. Przyznam, że ten typ okrycia przyrodzenia nie przypadł mi do gustu. Piasek poranił mi naskórek tak, że do teraz leczę się olejkiem i posypką dla dzieci. Na szczęście moja skóra na pupci powoli staje się gładka i delikatna jak u niemowlęcia. Dodatkowo też w stringach tych była dość słaba gumka z przodu. Co chwile wyskakiwały mi z nich paskudne, owłosione jądra. Chciałem dobrze ale chyba nic z tego w tym roku. Będę musiał chodzić w normalnych, tradycyjnych gaciach i białym tyłeczkiem. No chyba że zacznę jeździć na plażę nudystów, tam będę mógł opalać pupcie bez stringów. Jak sami przeczytaliście nie polecam noszenia stringów, myślałem że będą spełniać moje oczekiwania. No nic, pozdrawiam wszystkich serdecznie i mam nadzieję na szybkie przyjście ciepłych dni.

Komentarze: 25  |  Odsłony: 764

Walentynki z Lucjanem 2018-03-04

Miesiąc temu dałem ogłoszenie dotyczące spędzenia czasu w miłym towarzystwie w Walentynki. Dostałem kilkanaście odpowiedzi i musiałem wybrać tę jedną, jedyną osobę. Okazało się ze najbardziej przypadł mi do gustu pan z samego południa Polski. Ponieważ odległość była duża umówiliśmy się, że spotkamy się mniej więcej w połowie drogi w jednym z najpiękniejszych miast w samym środku Polski czyli w Zgierzu. Lucjan Gąsienica - Sieczka z którym spędziłem cudowne Walentynki pochodził z Czarnego Dunajca więc był góralem z Podhala. Jego kuzynem jest znany artysta ludowy Feliks Gąsienica - Byrcyn no ale to nie ma tutaj znaczenia. Obydwoje do Zgierza przyjechaliśmy pociągami, ja z północy a on z południa i spotkaliśmy się na dworcu kolejowym. Ponieważ podróż była długa i męcząca wziąłem ze sobą na zaprawkę kilka butelek piwa. Tak jak się spodziewałem Lucjan też już był zmęczony i znacznie podchmielony po przybyciu do Zgierza. Jako niespodziankę dla mnie Lucek przyjechał w góralskim stroju ludowym no i przywiózł mi kilka przepysznych oscypków. Po zapoznaniu się stwierdziliśmy, że warto byłoby pozwiedzać i podelektować się zabytkami starówki w Zgierzu. Tak też uczyniliśmy a zachwytom nad starym miastem nie było końca. Pod wieczór naszła nas ochota na przetestowanie kilku miejscowych barów gdzie spożywaliśmy znaczne ilości alkoholu. Byliśmy chyba w 6 różnych lokalach gdzie miło spędzaliśmy czas i rozmawialiśmy. Dowiedziałem się, że Lucjan jest z zawodu optykiem. Jego praca polega na tym, że po zbudowaniu drewnianego domu optyka on mchem wszystkie szczeliny. Ja też mu opowiedziałem o mojej pracy, że jestem agentem centrali rybnej w Kołobrzegu. Mnie jak również jego bardzo zafascynowały zawody wykonywane przez nas ponieważ nie są znane w tych regionach Polski w których mieszkamy. Po długich rozmowach przy piwku poszliśmy do hotelu, w którym zarezerwowałem jedną noc. Była już 3 w nocy a Lucjan zaproponował że zrobi mi drinka. Ja nie wiem czy dobrze zrobiłem ale zgodziłem się na tego drinka. Po wypiciu tak jakby odcięło mi prąd i już nic nie pamiętam. Po wstaniu o 12 w południe Lucjana już nie było a ja byłem przerażony i obolały no ale to już temat na innego bloga. Tak długo dochodziłem psychicznie do siebie, że dopiero teraz do was piszę po dłuższym czasie.
Komentarze: 35  |  Odsłony: 784

Stanął mi 2018-02-10

Jak w temacie. Stanął mi mój samochód Olctic i nie chce odpalić. Umówiłem się dzisiaj z jedną taką z Dźwirzyna na gorące spotkanie. Stwierdziłem więc że pojadę tam samochodem bo jeszcze dzisiaj specjalnie nic nie wypiłem. Ubrałem się na galowo, włosy na żel i ogólnie wszystko na tip – top. Po drodze wyskoczyłem tylko do dyskontu spożywczego kupić piwo, wino i jakiś muchozol żebym ładnie pachniał a okazało się że nie mogę już odpalić samochodu. Stoję na ul. Grzybowskiej w Kołobrzegu w pobliżu tego dyskontu, chyba padł mi akumulator a ta dziewczyna już szaleje, bo nie może się mnie doczekać. Nawet do mnie dzwoniła. Być może to przez te arktyczne mrozy które nadeszły niedawno znad Islandii. Sam już nie wiem więc mam do was taką małą prośbę. Może jest ktoś z was w pobliżu i mógłby podjechać swoim samochodem podładować mi akumulator. Autopomoc nie wchodzi w rachubę, dla mnie za drogo. Wolałbym zgubić te pieniądze niż im zapłacić. Mam kable z klemami i wszystko co potrzeba. Odwdzięczę się hojnie. Wiem że wśród was są też dobrzy ludzie. Czekam więc na szybką pomoc bo powoli zamarzam i pozdrawiam.

Komentarze: 30  |  Odsłony: 640

Poznam miłego pana na Walentynki 2018-02-04

Jak co roku w lutym wielkimi krokami zbliżają się Walentynki. Ja jak zwykle nie chcę samotnie próżnować w tym dniu więc już dzisiaj zamieszczam ogłoszenie w celu poznania jakiegoś fajnego pana. Zostało jeszcze 10 dni więc myślę że to wystarczający czas na poznanie faceta moich marzeń. Wiadomo przecież jak się spędza Walentynki z babami, idzie na nie kupa kasy a im i tak coś zawsze nie pasuje i marudzą lub wybrzydzają itp. Dlatego też wolę spędzać święto zakochanych z facetami, mam z nimi pozytywniejsze doświadczenia. No i oczywiście idzie dużo mniej kasy! Moje oczekiwania są następujące: chętny pan na spędzenie czasu ze mną 14.02 powinien być w przedziale wiekowym 30-70 lat. Miło byłoby gdyby też miał wąsa oraz miał szorstko zarośniętą klatę a'la dzik notecki. Ja ogólnie lubię owłosienie więc takie coś mi odpowiada. Pan może być z brzuszkiem, to zawsze dodaje animuszu. O wysokiej kulturze osobistej nie powinienem tutaj wspominać bo to podstawa. Ja zadaję się tylko z kulturalnymi ludźmi a z chuliganami nawet nie rozmawiam. Pan taki powinien być typem romantyka lekkich obyczajów czyli przytuli, szepnie coś miłego do uszka a jak zajdzie taka potrzeba to da klapsa lub spoliczkuje. W moim typie są wszelkiego rodzaju panowie w mundurach czyli żołnierz, policjant itp. Po prostu u mnie dyscyplina musi być oraz mocna głowa do picia. Z góry nie przekreślam księży, wiem że niektórzy to fajne chłopaki. Wypić i pożartować lubią więc to też moje typy. Jeśli więc macie ochotę spędzić ze mną romantyczne Walentynki oraz spełniacie moje oczekiwania piszcie śmiało! Wszelkie zgłoszenia będę rozpatrywał osobiście.
Komentarze: 42  |  Odsłony: 1024

Perfekcyjny pan domu 2018-01-28

Dzień dobry. Chciałbym się dzisiaj podzielić z wami poradami dotyczącymi perfekcyjnego życia. A więc do dzieła. Jedną z najważniejszych rzeczy u mnie jest to, że oszczędzam wodę. Chodzi o to, że na przykład wodę po pierogach używam też do parzenia herbaty, która smakuje wyśmienicie. Spłukuję toaletę tylko raz dziennie przed snem więc jest to bardzo duża oszczędność. Naczyń nie zmywam, najczęściej jem z jednorazowych talerzyków. Jednak gdybyście mieli już zmywać czekajcie aż uzbiera się dosyć konkretny stos w zlewie. Gdy matka, żona bądź kochanka każe wam pozmywać powiedzcie że zrobicie to jutro. Chyba nie muszę wam tłumaczyć, że lepiej dostać raz ścierą przez pysk oraz słuchać przez kolejne 30 minut jazgotu matki, żony bądź kochanki niż w wolnym czasie zajmować się myciem talerzy bądź pracować. Jesteście po pracy w domu więc chcecie odpocząć. Skarpetki noszę tak długo aż same stoją i robi się na nich taka jakby powłoka antybakteryjna. Jeśli chodzi o ogólnie pojęte sprzątanie w domu to jest z tym różnie. Ja na przykład sprzątam wtedy jak zaczyna się wszystko kleić więc to też duża oszczędność przede wszystkim mojej energii. Przecież ja mieszkam w tym domu więc mogę w nim mieć tak jak ja chcę. Zdanie innych się nie liczy i nie obchodzi mnie to co sąsiedzi powiedzą. Księdza z kolędą wpuszczam ale w kopertę wkładam wydrukowane, fałszywe pieniądze. Ja mam duże wydatki na alkohol i tym podobne rzeczy więc nie daję pieniędzy tym, którzy mają ich za dużo. Bardzo lubię jeść kiszone oraz sfermentowane potrawy które są bardzo zdrowe więc przy okazji dbam o właściwą perystaltykę jelit. Uwielbiam się najeść do syta takimi potrawami aż w brzuchu czuję miłe bulgotanie oraz aż mi rozrywa dupsko. Jedną z moich ulubionych potraw są kiszone arbuzy, które są bardzo popularne w Mołdawii. Ja nikomu z was jeszcze tego nie mówiłem ale mam korzenie mołdawskie i być może moje zachowanie nieco odbiega od standardów polskich. Na dzisiaj to już wszystko, mam nadzieję że komuś z was przydadzą się moje porady. Pozdrawiam serdecznie Mietek (zawsze do usług).
Komentarze: 91  |  Odsłony: 1111

Sekret zdrowego życia 2018-01-14

W prywatnych wiadomościach pytacie mnie co robię że mam taką ładną cerę oraz jak to się dzieje że żyję tak dynamicznie i znajduję na wszystko energię. Otóż nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi, jest to bardziej indywidualna sprawa. Jak już kiedyś pisałem mam 163 cm wzrostu oraz około 79 kg wagi, która nieznacznie się zwiększa lub zmniejsza w zależności od pory roku. Czyli można powiedzieć że jestem takim dość konkretnym byczkiem. Odpowiadając na wasze pytanie stwierdziłem, że napiszę wam moje tygodniowe menu i być może ktoś z was sobie coś wybierze lub też komuś pomogę w ten sposób. Zacznijmy więc:
  • Poniedziałek:
  • śniadanie: jajecznica z 4 jaj z szynką, chleb, kawa
  • obiad: grochówka wojskowa, 2 piwa
  • podwieczorek: 3 pączki
  • kolacja: chleb z wątrobianką, kiszony ogórek, 4 piwa
  • Wtorek:
  • śniadanie: chleb ze smalcem i skwarkami, kawa
  • obiad: zupa koperkowa na śmietanie 36%, 6 naleśników z dżemem truskawkowym, butelka wina
  • podwieczorek: budyń waniliowy
  • kolacja: wędzona makrela, chleb, 100 ml wódki
  • Środa:
  • śniadanie: 3 białe kiełbasy z chrzanem, piwo
  • obiad: fasolka po bretońsku z kiełbasą, 2 piwa
  • podwieczorek: 2 rurki z kremem
  • kolacja: chleb ze smalcem i skwarkami, 4 piwa
  • Czwartek:
  • śniadanie: 3 jaja na miękko, chleb, kawa
  • obiad: kapuśniak na żeberkach lub świńskim ryju, piwo
  • podwieczorek: ciastko "Ptyś"
  • kolacja: chleb z salcesonem ozorkowym, 3 piwa
  • Piątek:
  • śniadanie: 3 kiełbasy śląskie gotowane, chleb, piwo
  • obiad: flądra z patelni na smalcu, frytki, 200 ml wódki
  • podwieczorek: kisiel truskawkowy, butelka wina
  • kolacja: kaszanka z cebulą, chleb, 6 piw
  • Sobota:
  • śniadanie: piwo, litr wody
  • obiad: flaki, bułka, 200 ml wódki
  • podwieczorek: 200 g chipsów, 6 piw
  • kolacja: bigos, chleb, 6 piw
  • Niedziela:
  • śniadanie: piwo, 2 litry wody
  • obiad: kotlet schabowy, ziemniaki, kiszona kapusta, kompot
  • podwieczorek: 4 pączki
  • kolacja: śledź w oleju, chleb, 100 ml wódki
Jak sami widzicie to moje sprawdzone, tradycyjne menu. Ja szczerze mówiąc nie lubię zmian, lubię wiedzieć co będę jeść dlatego moje menu z małymi wyjątkami jest praktycznie niezmienne. Mama wie co lubimy i robi nam właśnie takie dania. Co do ilości chleba i zup ważne jest żeby najeść się do syta. To jest właśnie recepta mojego zdrowego życia. Bardzo będę się cieszył jeśli komuś pomogę. PS: bardzo ważne oraz zalecane jest systematyczne wypróżnianie się raz lub najlepiej dwa razy dziennie.

Komentarze: 55  |  Odsłony: 850

Stany mistyczne po spożyciu białoruskiego spirytusu bez akcyzy 2018-01-07

Witajcie w nowym roku. Na wstępie napiszę, że 2018 rok u mnie rozpoczął się bardzo ciekawie. Spędzałem go z kolegą i z jego kolegą z Białorusi. Plan był taki żeby szybko się zaprawić i wyjść na miasto około godziny 23.00 obejrzeć fajerwerki, pobawić się i pooglądać dziewczyny. Zapowiadało się ciekawie gdyż ów kolega posiadał bardzo dużą ilość alkoholu. To był jakiś białoruski spirytus bez akcyzy w plastikowych butelkach. No więc popiliśmy dość sporo tego specyfiku i zrobiło się bardzo sympatycznie. Ja w sumie wypiłem około pół litra tego spirytusu, nawet nie śmierdział jakoś strasznie. Wyszliśmy na miasto tak jak ustaliliśmy i już dalej niewiele pamiętam. Chyba po chwili urwał mi się film. Nie wiem co się później ze mną działo fizycznie lecz w świadomości doznałem jakby to powiedzieć stanów mistycznych. Widziałem, że otworzył się przede mną taki biały tunel skierowany w górę. Nagle tunel ten wessał mnie i obserwowałem świat z wysokości aż gdzieś w chmurach. Można powiedzieć, że połączyłem się z Bogiem. Widziałem ludzi i jakieś sanktuarium maryjne gdzieś w ciepłym kraju. Zaobserwowałem dziwną sytuację, mianowicie papież Franciszek smarował narty Kamila Stocha gumą arabską. Wtedy byłem zdziwiony tą sytuacją a teraz wiem, że był to znak zbliżającego się zwycięstwa. Widziałem wiele takich sytuacji, rozmawiałem nawet z świętym Piotrem i przyznam, że było to przyjemne uczucie, które mogłoby trwać wiecznie. Widziałem też część swojego życia w urywkach. Nie wiem jak długo to trwało ale wydawało się jak kilka lat. Gdy otworzyłem oczy był już wieczór 1 stycznia. Ja byłem bardzo skacowany a obok mnie na sali leżało około 8 delikwentów. Okazało się, że obudziłem się na izbie wytrzeźwień w Koszalinie. Miałem też szyty podbródek ale tego już nie pamiętam. Po wydaniu moich rzeczy osobistych okazało się że nie mam butów ani pieniędzy. Poszedłem więc na boso na dworzec kolejowy w Koszalinie i pojechałem bez biletu do domu do Kołobrzegu. Można powiedzieć, że ogólnie sylwester był udany lecz bardzo drogi. Z tego co się dowiedziałem za tę przyjemność przebywania w tym hotelu będę musiał zapłacić 300 zł. Jednak przeżycie takich stanów mistycznych było warte każdej ceny.
Komentarze: 68  |  Odsłony: 1009

Strony: 5